środa, 24 grudnia 2008

Notka na 24 t/m 26 XII 2008

Moi drodzy!

Tym, którzy Boże Narodzenie uznają, życzę z tej okazji: żeby Was nic nie bolało, a jeśli już musiało będzie, to żeby Wam zaraz przeszło; środków do życia na pożądanym przez Was poziomie - niech się Wam powodzi, ale przelewać Wam się nie musi; kilku osób, na których zawsze będziecie mogli polegać - którzy, w zależności od sytuacji podadzą Wam pomocną dłoń, lub kielich cykuty; spełnienia zawodowo-hobbystycznego oraz tego, co Wam jest potrzebne, a z czego Wasz pokorny sługa (to ja!) nie zdaje sobie sprawy. Tym zaś, którzy bożego narodzenia nie uznają, życzę - tym razem bez okazji, a z dobroci serca - tego samego.

Kallipygos

Zamiast tradycyjnej kolędy - nietradycyjna (od Oliveiry).


Mijn eigen vragenlijst

1. Co zrobiłeś w 2008 r. czego nie robiłeś nigdy dotąd?

Mieszkałem sam za granicą.

2. Czy dotrzymałeś swoich noworocznych postanowień? A w tego sylwestra zrobisz nowe?

Niczego nie postanowiłem i wszystkiego udało mi się dotrzymać. W tym roku tak samo.

3. Czy ktoś bliski tobie urodził dziecko?

Tak.

4. Czy ktoś bliski tobie umarł?

Nie.

5. Jakie kraje odwiedziłeś?

Tylko Niderlandy, ale to żadna nowość.

6. Czego nie miałeś w 2008 a chciałbyś mieć w 2009?

Swoje miejsce.

7. Jaki dzień z 2008 na zawsze pozostanie w twojej pamięci i dlaczego?

1 grudnia. Bardzo przyjemna rozmowa o wszystkim, w tym o moich preferencjach seksualnych z moim promotorem.

8. Jakie było twoje największe osiągnięcie w tym roku?

Dałem sobie radę w NL i dostałem się na doktoranckie w PL.

9. Jaka była twoja największa porażka?

Niderlandzki.

10. Czy chorowałeś lub miałeś jakieś kontuzje?

Nie.

11. Najlepsze co kupiłeś, to…?

Obcisłe spodnie Levi’s’a, w kolorze takim, jakbyś wsadził czarne do wybielacza. Te gejowskie, jak powiedział Oli.
Płaszcz, który dodaje mi 5 punktów do gravitas.

12. Czyje zachowanie należy uczcić/pochwalić?

Oliveiry.

13. Czyje zachowanie cię zdołowało?

Ta osoba to wie.

14. Na co wydałeś najwięcej pieniędzy?

Na podróże.

15. Co było na praaaawdę super hiper ekscytujące?

Tak, całkiem niedawno: praktyki na UW - studenci oko w oko z bestią (mną). Nic się nie da z tym porównać.

16. Jaka piosenka będzie Ci na zawsze przypominać 2008?

Żadna.

17. Porównując z zeszłym rokiem, teraz jesteś:

Starszy. Wredniejszy.

18. Co wolałbyś w mijającym roku robić częściej?

Uprawiać sex.

19. Co wolałbyś w mijającym roku robić rzadziej?

Denerwować się.

20. Jak spędzisz Boże Narodzenie?

Z rodzicami i bratem - Wigilia, z nimi i rodziną dalszą - I święto, z Oliveirą - II święto.

22. Czy zakochałeś się w 2008?

Tak.

23. Ile miałeś jednonocnych przygód (one -night stand)?

Można je policzyć na palcach jednej ręki.

24. Jaki był Twój ulubiony program w TV?

Nie pamiętam, ale w TVP to był jeden z tych z misją. Nie oglądam TV.

25. Czy nienawidzisz kogoś, kogo rok temu nie nienawidziłeś?

Nikt nie zasłużył.

26. Najlepsza książka jaką przeczytałeś?

Straż nocna Pratchetta.

27. Twoje największe muzyczne odkrycie?

Nic mnie specjalnie nie urzekło.

28. Co chciałeś, a co dostałeś?

Dostałem, co chciałem, niestety.

30. Ulubiony film tego roku?

Wall-E.

31. Co robiłeś w urodziny i ile masz lat?

Piłem z rodzicami i bratem, 27.

32. Wymień jedną rzecz która sprawiłaby, że mijający rok byłby nieskończenie bardziej satysfakcjonujący?

Znalezienie promotora w NL.

33. Jak byś opisał twój styl ubierania się w 2008?

Pstry, raczej niemęski, miejscami przegięty.

34. Co cię trzyma przy zdrowych zmysłach?

Cynizm. Kilka zacnych osób, które są na tyle wytrzymałe, by ze mną przestawać.

35. Która znana osoba najbardziej ci się podoba?

Komu znana? Jakiś cielebryta? Brak. Zostałem przekonany - Usain Bolt.

36. Jaka kwestia polityczna najbardziej Cię poruszyła?

Sporo tego, bo jak zawsze nazbierałoby się w grom kwestii polityczno-homoseksualnych; poza tym, jakoś dziwnie mnie wnerwia sprawa in vitro w PL. Nie dotyczy mnie to niby, ale rzygać mi się chce, gdy słyszę tłumaczenia hierarchów.

37. Kogo Ci brak?

Czarnego Księcia, choć może raczej tego, co miałbym nadzieję z nim mieć. Brak mi męża.

38. Kto jest najlepszą nową osobą którą poznałeś?

Darq.

39. Jakiej ważnej życiowej lekcji nauczyłes się w 2008?

Że w większości przypadków ludzie mają cię głęboko w dupie.

40. Zacytuj tekst piosenki który najlepiej podsumowuje 2008 r.:

“moja silna wola - pierwsza lepsza kurew - puszcza się i łajdaczy”

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Zaglądają do mnie palacze?

Jeśli tak, to filmik ten jest specjalnie dla Was. Tak wiem, ja też palę, ale ja palę rzadko, palę fajkę i się nie zaciągam. Czasem palę też coś, czym się zaciągam, ale nie czas i nie miejsce na takie wyznania.


piątek, 12 grudnia 2008

Praffta czy fausch...?

Ostatnio z bratem: zaczęliśmy się zastanawiać, czy ślimaka należy traktować jako potrawę postną. Do mięs czerwonych trudno go zaliczyć, koło ptactwa nawet nie siedział, teoretycznie najbliżej mu do ryb. Ryby się na Wigilię podaje; w mojej rodzinie, a przynajmniej jej części po kądzieli, bo ta pochodzi spod wschodniej strony (choć są w niej jakieś germańskie okruchy), jest tradycja pakowania świeżego śledzia do pierogowego farszu. Dla wielu osób pierogi ze śledziem to coś dziwnego, dla mnie norma; Oliveira jadł i żyje. Doszliśmy więc do wniosku, że ślimak na upartego może być krewnym śledzia i jest postny. Potem jednak dotarło do nas, że jako składającemu się w większej części z wody (nie wiem, czy próbowaliście kiedyś wysuszyć ślimaka; ja nie, ale jestem pewny, że dużo z niego nie zostanie) bliżej mu do grzybów (90% wody u świeżego grzyba). Na tej podstawie uznaliśmy ślimaka - stosując kryterium postności - za grzyba i uważamy, że spożywanie go nie narusza postu.

-----------------------------------------------

Ktoś trafił do mnie na bloga wpisująć w wyszukiwarkę frazę “jak dogodzic kobiecie w seksie”. Powiem tak: cenię sobie, gdy ktoś uważa mnie za autorytet, uczyć lubię, wyznaję też zasadę pozwólcie dzieciom przychodzi do mnie, ale mam wrażenie, że w tej kwestii jednak nie pomogę.

-----------------------------------------------

Człowiek się tak tłucze tą komunikacją miejską, w korkach stoi i różne bzdury mu do głowy przychodzą. Weźmy taką Żonę Lota. Żyje sobie, nikomu nie wadzi aż tu nagle każą jej uciekać.

- Słyszałyście o Omie?
Pokręciły głowami.
- Nie? No więc w "Starej Księdze Oma" jest opowieść o jakimś mieście pełnym grzechu i występku. Om postanowił spalić je świętym ogniem, bo działo się to w dawnych czasach porażania, zanim jeszcze mieli religię. Ale biskup Horn protestował przeciwko temu planowi, więc OM obiecał, że oszczędzi miasto, jeśli Horn znajdzie w nim jednego dobrego człowieka. No więc biskup pukał do wszystkich drzwi, ale wrócił sam. A kiedy cała już okolica została zmieniona w szklistą równinę, okazało się, że mieszkało tam prawdopodobnie sporo dobrych ludzi, tylko, że się tym nie chwalili. Śmierć ze skromności, coś strasznego*.

Ma się przy tym nie odwracać, bo ją w słup soli zamienią. Odwraca się...błysk, iluminacja....i dzięki szczęśliwemu trafowi możemy sobie dziś frytki posolić.

Niemniej, spróbujmy postawić się w jej sytuacji. Wpada do mnie mój chłop i mówi, że trzeba się ewakuować, bo w mieście nie ma porządnych ludzi i zaraz bozia ześle deszcz ognisty. Zacząłbym się chyba rozglądać za kaftanem bezpieczeństwa. Ale ten nie rezygnuje, zbiera manatki, popycha mnie przodem i jeszcze zakazuje się odwracać, bo mnie Gromowładny w słup soli zamieni. Super, ale kto by w coś takiego uwierzył? To, że zsyła deszcz ognisty, nie znaczy jeszcze, że istnieje. Niech więc nie straszy. Na bank bym się odwrócił.
A żona Lota? Pecha miała, bo kroniki nawet jej imienia nie zanotowały. Wiadomo, kto by się kobitą przejmował, zresztą właśnie babska ciekawość ją zgubiła. Tylko, gdzie byśmy dziś byli bez ciekawości? Gdzie bez ludzi śmiałych, którzy przekopią się przez tonę g*wna, żeby znaleźć szeląga. Gdyby nie takie jednostki, to ludzkość by w jaskiniach siedziała.

-----------------------------------------------

Dziś przy kasie: wśród różniastych zakupów mam dwa piwa. Podchodzę, pani skanuje puszki mówi "Ale dowodzik na te piwa to chyba jest, co?" Ale, kurde, mój czy syna?!

-----------------------------------------------

Prezenty.
Doroczny problem. W tym roku postawiłem na książki i tak: mamie nabyłem "Nie ma czego się bać, czyli ciąża po 50tce", tacie "Któż się dowie? Przyczynek do dyskusji o małżeńskiej zdradzie", bratu "Prostytucja nie hańbi, ale męczy", a sobie "Perwersje, których jeszcze nie spróbowałeś" oraz "Jak bez wysiłku kochać się z Murzynem".

------------------------------------------------

Na koniec melodia:

Z racji trudności (=mojego lenistwa) przy wgrywaniu video'ów na bloggera, melodia dostępna na Cruksie.


* Terry Pratchett "Upiorny regiment"

środa, 10 grudnia 2008

Czego pragną faceci (II)....

Obiecałem Wam część drugą a ponieważ jestem słowny jak…..jak słowny ja, oto ona. Poprzednia nie wywołała może lawiny komentarzy, ale kilka głosów się pojawiło, nawet mesje makowski - tak dawno u mnie nie czytany - się odezwał. Zatem….

“Przyczyny patologii środowiska homoaseksualnego”

Grunt to dobry tytuł. Ten jest niezły: przyciąga wzrok, zbudza zainteresowanie, nie zdradza za dużo z streści, ale pozwala się pewnych rzeczy domyślać, zwłaszcza, jeśli przekopał się ktoś przez część pierwszą.

Przyczyn patologii środowiska homoseksualnego upatruję w:

- niedojrzałości emocjonalnej homoseksualistów,
- nieprzychylnej bądź obojętnej postawie społeczności heteroseksualnej wobec gejów,
- wpływom szeroko pojętej kultury masowej (gejowskie media i infrastruktura).

Bez komentarza (na razie). Pozwólmy autorowi nas prowadzić.

Dwom ostatnim czynnikom chciałbym poświęcić nieco więcej uwagi.

A to szkoda, że tylko dwóm ostatnim, bo wychodzi na to, że pozostanę niedojrzały.

Pisma dla homoseksualistów wyrządzają zainteresowanym ogromną krzywdę, wypaczając ich psychikę i niszcząc ich morale. Propagując ludyzm, hedonizm, promiskuityzm i zasadę ‘anything goes’, zachęcają homoseksualistów do nieodpowiedzialnego stylu życia i odzierają je z sacrum.

Uff, całe szczęście, że nie czytam pism dla homoseksualistów - mam internet. Dzięki temu moje morale ma się świetnie, jestem kwitnący i skory do grzechu. Uratowany.

Homoseksualiści są produktem nieuporządkowanych warunków psychicznych i/lub moralnych,

Tak mi to coś trąci katechizmem kościoła katolickiego, a Wam? Może nie tyle nawet trąci, co wygląda na żywcem zerżnięte.

co oznacza, że nie wynoszą z domu pozytywnych wzorców funkcjonowania w związku intymnym, które mogliby zastosować w swoich dwuosobowych rodzinach.

Czegoś tu nie chwytam: oni tych pozytywnych wzorców nie wynoszą bo a) są nieuporządkowani blablablabla, b) z ich domu nie ma czego wynosić?

U nielicznych,

To ja!

mimo tak wielu obciążeń środowiskowych,

To też ja!

dochodzi do rozwoju pozytywnych postaw życiowych,

Po trzykroć ja!

które wyrażają się w dojrzałych pragnieniach (dochowanie wierności jednemu partnerowi przez całe życie, stworzenie związku na kształt heteroseksualnej rodziny, wstrzemięźliwość seksualna w okresie’ narzeczeńskim’),

Tak, kosciół katolicki grasuje na ugorze mózgu autora bez skrępowania. Sformułowania w stylu “na kształt heteroseksualnej rodziny” - bo rodzina może być oczywiście tylko heteroseksualna - cudzysłów przy narzeczeńskim, tak, tak, głupota, że aż boli. Dodam, że w doskonały humor wprawia mnie twarde przekonia autora o tej wzniosłej wstrzemięźliwości w okresie narzeczeńskim u heteroseksualistów. Można sobie o niej poczytać np. tu.

jednak owe ideały ulegają zatraceniu w konfrontacji z prasą homoseksualną i innymi homoseksualistami, którzy wcześniej zetknęli się z tego typu środkami przekazu. Konsekwentne dochowywanie wierności młodzieńczym ideałom skazuje homoseksualistę na życie w emocjonalnej próżni, ponieważ szansa na odnalezienie innego homoseksualisty, który podzielałby jego system wartości, jest bliska zeru,

Na szczęście istnieją takie osoby jak nasz szanowny autor, które przywracają nam wiarę w poprawne funkcjonowanie podstawowej komórki społecznej: rodziny. Na szczęście także, osoby takie jak autor też są bliskie zeru, więc chyba nic nam nie grozi.

oraz izolację ze strony społeczności heteroseksualnej, która wkłada wszystkich homoseksualistów do jednego worka.

No tak, to tragedia dla takiego młodziutkiego, nietkniętego jeszcze ręką księdza cherubinka siedzieć w jednym worku z takim wyuzdanym i pozbawionym kręgosłupa moralnego gościem, jak ja.

Homoseksualna prasa i ‘w większości’ literatura popularyzuje seks w oderwaniu od imperatywów kategorycznych (nakazów i zakazów), oparty na zubożałej emocjonalności, podporządkowany freudowskiej zasadzie przyjemności, czyli de facto będący nową dyscypliną sportu.

Czegoś się pan tych księży czepił?! Chciałoby się pojechać klasykiem. Właśnie. Czemu autor ciągle chce homiki nawracać nie widząc przy tym, że heterycy żyją w podobny sposób?

Dojrzewający fizycznie homoseksualista, znajdujący się w stadium ‘Burzy i Naporu’,

Jak Werter! I widzicie, gość się zabił…..

stanowi niezwykle podatny grunt dla tych nauk; niedojrzałość emocjonalna w połączeniu ze wzmożoną aktywnością hormonów płciowych sprawia, że zachłystuje się on łatwą wolnością,

Też się zachłysnąłem. Na szczęście przepływało obok dildo, chwyciłem się go i utrzymałem na powierzchni zdrowego rozsądku.

dając się wciągnąć na drogę, z której nie ma odwrotu. Nihilistyczno-dekadencki ‘wirus’ zaraża na zasadzie reakcji łańcuchowej’ czasem wystarczy pojedynczy kontakt z innym homoseksualistą lub medium homoseksualnym,

To ktoś, kto wywołuje homoseksualne duchy…?

by doszło do nieodwracalnych spustoszeń w psychice młodego człowieka.

To jest tak: gdy pisałem magisterkę musiałem przez spora liczbę książek się przekopać, artykuły wynaleźć a potem jeszcze całość opracować. Drogi autor spłodził nam dwa takie fajne teksty (tzn. może napisał więcej, ale o dwóch wiemy), że wygląda mi na fachowca, który zbierając materiały do swej pracy, musiał się też przy czytaniu prasy i literatury homoseksualnej natrudzić. Strach pomyśleć, do jakich nieodwracalnych spustoszeń doszło w psychice młodego człowieka.

Kto wie, czy ów ‘wirus’ nie jest bardziej zgubny od HIV, do którego rozprzestrzeniania walnie się przyczynia?

Wie ktoś?

Winę za moralną i psychiczną degrengoladę społeczności homoseksualnej ponosi również, jak już wspomniałem, heteroseksualna większość,

HA! Teraz się i heterykom dostało. Aż im w pięty poszło, nie miał litości.

która ogranicza się do krytyki homoseksualistów, rezygnując z trudu rozróżniania między homoseksualistami już doszczętnie zdemoralizowanymi, a tymi, którzy ‘przy odrobinie pozytywnego ‘dopingu’

Np. elektrowstrząsów.

ze strony heteroseksualnego otoczenia’ mogliby żyć w zgodzie z powszechnie niekwestionowanymi wartościami moralnymi, nie rezygnując przy tym z samorealizacji.

Samorealizacji? Mógłbym się przebierać? Np za pingwina? Nie przyszło autorowi do głowy, że człowiek powinien móc tak długo żyć według własnego widzimisię, o ile nikomu nie robi krzywdy.

Traktowanie wszystkich zorientowanych homoseksualnie jak ‘zarazy’ stawia ich poza moralnością i odbiera im motywację do tego, by podjąć trud życia zgodnie z zasadami moralności.

Cudowne. Zatem tych, którzy sypiają z kim chcą pozwólmy uznać heterykom za zarazę (a zarazę najlepiej, jak wiadomo, wypalić), natomiast cała reszta……….czyli autor (+ewentualny - choć wątpię - partner) będzie mogła żyć zgodnie z niekwestiowanymi, etc.

Niemałą winę za ten stan rzeczy ponosi Kościół. OK, ja też uważam, że idealnie byłoby, gdyby homoseksualiści całkowicie zrezygnowali z aktywności seksualnej,

A rozwinie autor tę piękną myśl? Dlaczego powinniśmy zrezygnować? Co złego jest w tym, że kochające się kobiety/kochający się mężczyźni uprawiają seks? OK, ja też uważam, że idealnie byłoby, gdyby KK się po prostu odpieprzył od nas, ale jest to oczekiwanie zupełnie nierealistyczne.

ale jako że jest to oczekiwanie zupełnie nierealistyczne, Kościół, zamiast obstawać przy tym wymogu, winien raczej skoncentrować się na uświadomieniu im, że Dekalog, a w związku z tym także przykazanie ‘Nie cudzołóż’, obowiązuje wszystkich, bez względu na płeć partnera.

Otóż nie. Dekalog obowiązuje wszystkich, którzy chcą, by ich obowiązywał. Krótka dygresja:

(..) Piąte przykazanie - morderstwo. Ale….gdy się nad tym zastanowić….religia w zasadzie nigdy nie miała wielkiego problemu z mordowaniem. Więcej ludzi zostało zabitych w imię boga niż z innych powodów. Wystarczy spojrzeć na Irlandię Płn., Bliski Wschód, Kaszmir, krucjaty, WTC, żeby przekonać się jak poważnie religijny ludek traktuje przykazanie ‘nie zabijaj’. Im bardzie są pobożni, tym bardziej traktują zabijanie jako rzecz względną.

Nie będziesz pożądał rzeczy bliźniego swego. To jest po prostu cholernie głupie. Pożądanie rzeczy naszych bliźnich napędza gospodarkę. Twój bliźni ma wibrator, który gra melodię “O, przybywajcie wierni”, ty też chcesz taki mieć! (..)

Koniec dygresji, wracamy do zabawy.

Pytanie brzmi: co jest mniejszym złem ‘homoseksualista, który wbrew swoim najgłębszym pragnieniom żeni się z kobietą (i nie daj Boże ją zdradza);

Boże uchowaj! (I chroń królową!)

homoseksualista, który ma wielu partnerów seksualnych tej samej płci; czy może jednak homoseksualista, który przez całe życie dochowuje wierności jednemu partnerowi własnej płci? Odpowiedź wydaje się oczywista.

Według mnie, zależy od od tego, jakim kto jest człowiekiem a nie od tego z iloma osobami sypia. Ale to moje zdanie.

Jakkolwiek uważam, że obcowanie seksualne z więcej niż jednym partnerem w ciągu życia jest grzechem śmiertelnym (abstrahuję od śmierci partnera), uważam także, że Kościół popełnia grzech śmiertelny, gdy nie różnicuje między homoseksualistą mającym przez całe życie jednego partnera, a takim, który ma ich więcej.

Akurat tutaj muszę zgodzić się z KK, który w swej mądrości nie różnicuje, gdyż, gdyby zaczął, musiałby też różnicować heteryków, a że u nich też z wiernością na bakier, KK nie może sobie pozwolić na odpływ gotówki potępiając cudzołożników zbyt dosadnie i zrażając ich sobie.

Jestem ponadto przekonany, że heteroseksualny związek niesakramentalny jest grzeszny, bowiem pary heteroseksualne mają możliwość wzięcia ślubu kościelnego.

NA STOS HETERYKÓW, NA STOS! A prochy nabić a armatę i BUM! Czy złota myśl autora odnosi się też do heteryków-ateistów? Czy też może autor popełnia taki sam błąd, jak KK i nie różnicuje? Poza tym, one mają możliwość, a możliwość to nie obowiązek.

Nieformalny związek dwóch gejów, którzy w swoim sumieniu i przed Bogiem złożyli przysięgę małżeńską oraz jej dochowują, nie jest grzechem, ponieważ nie mają oni możliwości wzięcia ślubu kościelnego.

Jakie to szczęście, że ja sięnie muszę przejmować takimi pierdołami, jak zastanawianie się, czy jeśli pocałuję swojego faceta to zgrzeszę.

Większość homoseksualistów, z którymi miałem styczność,

On miał styczność z homoseksualistami! On jest ze środowiska! HAŃBA! Czy to byli ci zdegenerowani, z którymi kontakt grozi totalnym upadkiem moralnym? Czy widzicie, przez co autor przeszedł, żeby nas przestrzec i ocalić?!

skarżyła się na niewierność swoich ‘jedynych’ i utyskiwała nad moralnym upadkiem świata gejowskiego. Żaden nie był na tyle samokrytyczny, by przyznać, że to on zawinił. Chciałoby się więc zapytać, skąd się biorą ci źli, nieodpowiedzialni i wiarołomni. Odpowiedź jest prosta: ci, którzy ich dezawuują, sami postępują w identyczny sposób. W rezultacie mamy społeczność złożoną ze schizoidów i schizofreników, którzy wysoko cenią stałość w uczuciach i wierność, choć niekoniecznie u siebie.

Co do wierności moich jedynych, to akurat skarżył się nie będę, co do tego, że wielu facetów szuka tylko seksu - ich wybór, takie mają potrzeby i dopóki nie chcą ich na siłę realizować ze mną nic mi do tego, możemy bycprzyjaciółmi.
A że społeczeństwo mamy złożone ze schizoidów, schizmatyków, schizofreników, schizotymików, to sądzę, że mogliśmy trafić gorzej, np. na społeczeństwo złożene z autorów tego tekstu.

Geje bawią się słowami, uczuciami, sobą nawzajem. Bawią się w życie.

Wszyscy się tak bawią poza autorem? Nadzwyczaj ciekawe. Rozumiem też, że ta zabawa dotyczy tylko homików? Proszę, jakie z nich śmieszki i urwisy, nie to co kontemplujący rzeczywistość i użalający się nad światem heterycy.

P.S. Powyższy tekst napisałem w roku 2000, a więc w czasach, gdy Internet nie był w Polsce jeszcze tak powszechny. Dziś homoseksualne strony internetowe czynią w gejowskich głowach i sercach o wiele większy zamęt, niż cała prasa razem wzięta.

Tu mnie dopadł! Zatem internet też jest zły. Przepadłem na wieki, będę się smażył w piekle i czarnoskóre, muskularne diabły będą….ekhm, robiły mi różne nieprzystojne rzeczy, o których nie czas i miejsce wspominać, a których autor - któremu chciałem z tego miejsca podziękować za dostarczenie mi materiałów - na pewno nie doświadczy, gdyż po kres wieków będzie pląsał po obłoczkach z Panem Bogiem, Jezusem Chrystusem - Jego synem, oraz ich enigmatycznym przyjacielem, Duchem Świętym.

Kreślę się,

Kallipygos The Fallen Angel*

* w części II świetna scena z czarnoskórym.

sobota, 6 grudnia 2008

Czego pragną faceci (I)....

....a zwłaszcza jeden, którego podrzucił mi wczoraj Darq. Otóż na IS ma profil pewien jegomość.

Ów jegomość umieścił na portalu dwa artykuły; jeden pod frapującym tytułem "Do tego, kto rozumie..." a drugi pod demaskatorskim "Przyczyny patologii srodowiska homoaseksualnego".

Oba teksty znakomite jeśli chodzi o doktrynę, co pozwolę sobie Wam w kilku fragmentach przytoczyć, aczkolwiek bez przesady, gdyż jest to trochę taka Wirtualna Polonia, tylko w wersji homo.

Dziś tekst pierwszy. Zachowano pisownię oryginału, usunięto jedynie błędy w kodowaniu znaków.

Dlaczego homoseksualiści nie rozumieją, czym tak naprawdę jest wierność i jakie jest jej znaczenie? Dlaczego trzeba im wciąż i wciąż łopatologicznie tłumaczyć coś, co dla mnie jest oczywiste od kołyski?!

Szybko pojął. Ja mam lat 28 i muszę Wam wyznać, że przez większość życia się nie tyle wiernością, co nawet związkami między ludźmi nie interesowałem. Tu zaś proszę - idea wierności pojęta w kołysce.

Wierność obejmuje sferę duchową, psychiczną, emocjonalną i fizyczną. Oznacza oddanie jednej osobie przez całe życie. Prawdziwa wierność nigdy nie jest odpychaniem pokus, lecz ich niedostrzeganiem, doskonałą obojętnością na nie. Wierność nie jest wyrzeczeniem, lecz lekką i radosną konsekwencją miłości.

Ja tam nie wiem, jak to jest z prawdziwą wiernością. Jeśli z kimś jestem to z nim jestem i choćby mi przed nos postawiono Najśliczniejszego Księciunia w całym Zabawkowie i powiedziano 'Bierz i jedz", to i tak nic by z tego nie było. Akurat teoretykiem wierności jestem słabym, ale z pratyką idzie mi całkiem nieźle.

Niewierność/zdrada/wiarołomstwo to każde zachowanie, które nie mieści się w powyższej definicji. Fantazje dotyczące fizycznej bądź emocjonalnej bliskości z osobą trzecią są niewiernością. Lubieżne oglądanie się za innymi jest zdradą. Korzystanie z treści pornograficznych jest wiarołomstwem.

Niewierność. Czy każda więź emocjonalna z osobą trzecią jest niewiernością?

Zdrada. Ciekawe podejście. Ja się za facetami na ulicy oglądam i gdy byliśmy jeszcze z Oliveirą razem potrafiliśmy pokazywać sobie co poniektórych chłopaków w A'damie na zasadzie "zobacz, ten jest śliczny". Kto czyta bloga Oliveiry wie, jaki miał tuż przed rozstaniem ze mną przypadek, a mimo to nie skorzystał z okazji, choć była jedną z tych, że uległby nawet Ojciec na Pustyni. Zdecydowanie preferuję taką wierność.

Pornografia? Ohhhh, I don't use porn; I enjoy erotica chciałoby się pojechać klasykiem.

Monogamia to pozostawanie w związku intymnym z jedną osobą w danym czasie.

Czas, jak wiadomo, to pojęcie względne. Niemniej, idąc za tą wybitną myślą, miałem w swoim życiu więcej monogamicznych związków, niż mi się do tej pory wydawało. Niektóre były co prawda dość króciutkie, ale monogamiczne.

Monogamiczność to wrodzona lub nabyta niezdolność do posiadania więcej niż jednego partnera w ciągu życia.

Nie. To coś takiego to nie monogamiczność a psychiczne skrzywienie polegające na odrzucaniu ludzkiej seksualności i kompletna nieumiejętność cieszenie się życiem. No, chyba, że jest się kobietą wychowaną w średniowieczu.

Czystym seksualnie 'nieużywanym seksualnie' jest człowiek, który nie posiada żadnych doświadczeń seksualnych z innymi osobami.

Czyli mieszkańcy Ziemi do mniej więcej - takie założenie - 14 roku życia. Są jednak miejsca, gdzie współżycie płciowe zaczyna się wcześniej.

Absolutna czystość seksualna oznacza brak jakichkolwiek doświadczeń seksualnych, także autoerotycznych, oraz brak potrzeby/chęci zdobycia takowych.

Ten fragment podoba mi się najbardziej, zwłaszcza ten o autoerotyce. Zastanawiam się, gdzie chował się autor, który ten tekst spłodził i jakie potworne ilości bromu w niego ładowali, że nawet nie pomyślał o czymś takim jak onanizm. Od dawna wiadomo, że jest to naturalna droga do poznawania reakcji własnego ciała a tu proszę: idziemy w zaparte i rączki zawsze na kołdrze.

Dlaczego jest tak ważne, aby partnera intymnego cechowała czystość seksualna i monogamiczność?
Z człowiekiem używanym seksualnie nie sposób czuć się dobrze. Może można się z kimś takim niezobowiązująco bawić, ale jak tu dźwigać z nim brzemię codzienności, jak cierpieć, jak płakać?! Ilekroć widziałbym rękę partnera używanego, przed oczyma stawaliby mi wszyscy ci, których ona dotykała. Nie chciałbym, by osoba używana przygotowywała mi posiłek, by dotykała czegokolwiek w moim domu, o moim ciele nie wspominając.

Chciałem z tego miejsca poinformować wszystkich, których używałem i którzy mnie używali, że gardzę Wami, zrywam znajomość i od dziś możecie mi się nie kłaniać. Chociaż nie! Z Rhabdo mieszkam, z W. mam kontakt na blogu, z Czarnym Księciem na msn a Oliveira dobrze gotuje.

Z partnerem używanym seksualnie nie można czuć się bezpiecznie. Jeżeli miał kogoś przed Tobą, to znaczy, że na Twoim miejscu teoretycznie mógłby być ktoś inny, i jest dziełem przypadku, że akurat Ty się na nim znalazłeś.

Gdyby to było dziełem przypadku to - powołując się na związek z Oliveirą - na moim miejscu mógłby być 38letni zakłamany facet, który umieszcza poronione teksty o wierności na homoportalach i pieprzy bzdury o "używanych ludziach", a jednak zamiast niego z Oliveirą byłem ja. Czyli chyba nie przypadek.

JEŚLI NIE JESTEŚ PIERWSZY, NIE ŁUDŹ SIĘ, ZE BĘDZIESZ OSTATNI (jeśli jesteś pierwszy, też nie możesz mieć gwarancji, że będziesz jedyny).

Ależ ja się nie łudzę:) Jakbym mógł. Przecież potencjalny partner mógł już uprawiać sex z własną ręką, albo, co gorsza, z obiema (naraz!). Poza tym, musiałbym być większym skurwysynem niż sam się sobie wydaję, żeby wymagać od partnera, żeby, gdy mi się coś stanie (np. krew mnie zaleje podczas czytania takich wypocin w internecie) resztę życia spędził sam skrapiając łzami wierności chwile, które spędził ze mną. Przyznacie, że to byłoby niezłe.

Priorytetowym zadaniem związku jest zapewnienie partnerowi i sobie materialnego i emocjonalnego bezpieczeństwa, a osobnik używany dać go nie może. Jego ręka może wytrzeć Ci łzy, ale nie może zabrać twojego bólu; może Cię przytulić, ale nie może dać Ci ciepła. Każda osoba, którą Twój partner miał przed Tobą, odgradza Cię od niego niewidzialnym murem.

A ciekawe czemu nie może? Łzy to mi może wytrzeć obcy chłop na ulicy, gdy wywinę orła na przystanku (i jestem przekonany, że jeśli strzaskam kolano to on mojego bólu nie zabierze).
Co do tego muru złożonego z ex-ów, to przecież wystarczy, że rąk używał i już przepadło.

Partnera nieczystego seksualnie nie można szanować.

To w takim razie niewielu ludzi na Ziemi jest godnych szacunku.

Ręce człowieka prawego i szlachetnego nazywa się czasem 'czcigodnymi'. Czcigodne ręce ma się ochotę ściskać, tulić do policzków, całować. Jak błogo jest móc u kresu życia ująć pomarszczoną rękę partnera i całować ją ze wzruszeniem i wdzięcznością, obficie skrapiając ją łzami! Za to, że była tylko nasza, że dotykała tylko nas i tylko nam służyła.

Państwo wybaczą, ale jedyne, co mi się ciśnie na usta, to: co to, @$$%$@!&^&, za poroniony bełkot. Czy autor dotarł już do kresu życia (bo kres zdrowia psychicznego już osiągnął), że wie jak to jest błogo ściskać tę rękę? 38 lat i już koniec żywota?

Nie można się czuć kochanym ani pożądanym przez człowieka używanego seksualnie.

Można.

Wczoraj miał kogoś innego, dziś jesteś Ty, a jutro, według wszelkiego prawdopodobieństwa, będzie jeszcze ktoś inny.

Tak to się ma rzecz np. z mleczarzem, ale taka już jego praca, że klienci się zmieniają.

A przecież 'kocham Cię' znaczy 'Jesteś dla mnie najważniejszy, teraz i zawsze. Moja miłość to żar namiętności, ale i zobowiązanie, że kiedy ów żar się wypali, będę trwać przy Tobie do końca moich ziemskich dni. Wybrałem Cię świadomie z sześciu miliardów ludzi i chcę być tylko z Tobą. Gdybyś nie istniał lub gdybym Cię nie odnalazł, byłbym sam przez całe życie'.

E, nie, to nie tak. Wielu potencjalnie interesujących ludzi nie istnieje, ale to nie znaczy, że mamy być sami.
A co do żaru, to owszem, on się potrafi wypalić, ale wtedy zamiast się męczyć trzeba go albo rozniecić, albo zalać palenisko wodą, żeby się obie strony popiołem nie poparzyły.

Człowieka używanego seksualnie nie można pożądać. Związek miłosny może z powodzeniem obyć się bez seksu (związek homoseksualny wręcz powinien), ale to nie znaczy, ze partnerzy powinni nie być dla siebie atrakcyjni erotycznie!

Mi się udaje, ale to widać trzeba praktyki.
A to ciekawe, czemu akurat związek homoseksualny powinien obyć się bez seksu? Smaczku dodaje ta atrakcyjność partnera, gdyż jeśli ma być bez seksu, to mamy tu do czynienia z umartwianiem się: zobacz, jaki jestem śliczny, ale ty nie będziesz miał ze mną rozkoszy; co więcej, nie wolno ci mi mieć rozkoszy z samym sobą nawet, jeśli myślałbyś o mnie.

Większość ludzi odrzuca wyobrażenie użycia czegoś, co z zasady przeznaczone jest do użytku osobistego (czyli przez jedną osobę), jak np. bielizny osobistej, grzebienia, przyborów do golenia itp. Tym bardziej jest niepojęte, jak ci sami ludzie potrafią pożądać kogoś, kto posiadał i sam był posiadany przez inną osobę. To jak żucie przeżutej i wyplutej gumy balonowej.

Słyszył?! Ty, któremu pisane jest być moim mężem?! Ty, ty.....ty gumo :D

Reasumując: TYLKO PARTNER, KTÓRY NIE MIAŁ NIKOGO PRZED TOBĄ I, WEDŁUG WSZELKIEGO PRAWDOPODOBIEŃSTWA, NIE BĘDZIE MIAŁ NIKOGO PO TOBIE, MOŻE DAĆ CI SZCZĘŚCIE.

W przypadku autora chodzi o dobrego psychiatrę, który dobierze silne prochy a potem powierzy pacjenta sprawdzonemu terapeucie (sprawdzić, czy nie ksiądz).

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że bawiliście się świetnie. Co prawda, dla Was już za późno, jako "nieużywani seksualnie partnerzy/partnerki" jesteście już dla świata straceni/stracone (zakładam, że właśnie takie osoby mnie czytają). Niemniej, miło wiedzieć, że są na świecie ludzie czyści, idealni, którzy wiodą szczęśliwe życie bez seksu. Nie wiem, jak Wy, ale ja po lekturze tego tesktu czuję się taki ludzki.

Tekst drugi jakoś, kiedyś, przy okazji.

Miłego weekendu.

czwartek, 4 grudnia 2008

Człowiek idealny, czyli ja

Jak wszyscy wiedzą, Watykan sprzeciwia się podpisaniu francuskiego projektu rezolucji w sprawie powszechnej depenalizacji homoseksualizmu.
Z jednej strony czuję, że powinienem się do tego jakoś odnieść, dowcipnie skomentować, rzucić kąśliwą uwagę……dzień miałem jednak całkiem w porządku a bardzo przyjemny wieczór domknął całość, więc nie bardzo mi się chce.
Ograniczę się zatem do stwierdzenia, że nigdy nie pozowałem na męczennika ani prześladowanego, ale jest coś odświeżającego, coś, co mnie psychicznie uspokaja w tym, że są ludzie, którzy lekką ręką byliby mnie w stanie zamordować za to, że kocham tak a nie inaczej, podczas gdy ja względem ludzi takich uczuć nie żywię. Jeśli homoseksualizm jest jedyną wadą, jaką można mi zarzucić, to muszę być dziko szczęśliwym człowiekiem. Oto jestem, macie mnie.

Idę spać, rzecz jasna snem sprawiedliwego.

niedziela, 30 listopada 2008

Katholieke boycot tegen IKEA

Ktoś - A. L. - powiedział, że lepiej milczeć i narazić się na podejrzenie o głupotę niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości. Polski katolicyzm od lat kroczy dumnie tą drugą ścieżką, dzięki czemu dużo się o nim mówi, nieważne, że w złym świetle.

Portal Gay.nl zauważył bojkot (za duże słowo) IKEI, do którego zachęca m.in. Fronda.

Polscy katolicy zachęcają wszystkich do bojkotu IKEI. Powód: meblowy gigant użył gejów i lesbijek w swoich katalogach i kampaniach reklamowych.

Zarówno krajowe gazety jak i różne portale internetowe mówią o wstydzie. Szwedzki potentat zniszczy chrześcijańskie normy i wartości.

Reakcja przypadkowego czytelnika w gazecie: nie sadzę, ebym poszedł kupić cokolwiek w IKEI jeśli nie przestaną promować homoseksualizmu. Poinformuję też wszystkich ludzi, których znam, żeby oni też tam nie chodzili na zakupy.

‘Homoseksualność jest ważna’

IKEA odmówiła reakcji na ten bojkot i postanowiła utrzymać reklamy. Mówi Karolina Horoszczuk, rzecznik IKEI: Homoseksualność jest jednym z najważniejszych elementów społeczeństwa.

Bojkot jest prowadzony przez portal Fronda.pl. Według nich homoseksualizm nie może być uznawany za normalny. Także według społeczności katolickiej jest niemozliwe, żeby zestawiać gejów i lesbijki z heteroseksualistami na tej samej płaszczyźnie.

Ja się, wyjatkowo, wstrzymam od komentarza, ale za to wrzucę komencika z Gay.nl

Wygląda na to, że polska IKEA staje się miłym sklepem bez tych paskudnych katolików…. Nie mogliby niderlandzcy katolicy też zacząć takiego bojkotu? Może korki stałyby się mniejsze i Delft stałoby się dostępne; także dla homików. Co sądzicie o tych gay-minded-promo-commercials????

Poolse katholieken roepen iedereen op om Ikea te boycotten. De reden: de meubelgigant heeft homo’s en lesbiennes in haar catalogi en reclamecampagnes gebruikt.

Zowel de nationale kranten als verschillende websites spreken van een schande. De Zweedse meubelketen zou zonder pardon de Christelijke normen en waarden platwalsen.

Een willekeurige lezersreactie in een Poolse krant: “Ik voel er niets voor om te gaan shoppen in Ikea, indien ze niet stoppen met homoseksualiteit te promoten. Ik zal alle mensen inlichten die ik ken, zodat zij daar ook niet meer gaan winkelen.”

‘Homoseksualiteit is belangrijk’

Ikea weigert te antwoorden op deze boycot en geeft aan nog steeds achter haar advertenties te staan. Karolina Horoszczak, woordvoerster van Ikea: “Homoseksualiteit is één van de belangrijkse elementen in de samenleving.”

De boycot wordt geleidt door website Fronda.pl. Volgens hen mag homoseksualiteit geen gewone zaak worden. Ook is het volgens de katholieke gemeenschap onmogelijk om homo’s en lesbiennes op één lijn te zetten met hetero’s.

piątek, 28 listopada 2008

De libris

W księgarni. Rozmowa z E. Kupiła 1859 dni Bartoszewskiego oraz cośtam Murakamiego, o którym wiem tyle, że G. go lubi. Padło pytanie co ja czytam? Dotarło do mnie po raz kolejny, że jestem pod pewnymi względami uszkodzony. Otóż od dłuższego czasu książki, które wpadają mi w ręce, można zaliczyć do:
- literatury zawodowej.
- książek historycznych (ale raczej monografie a nie powieści historyczne).
- biografie.
- Pratchett.

Ad. 1.
Tu zaliczamy wszystkie opracowania dotyczące językoznawstwa, gramatyki (tak wiem: jak można czytać gramatykę?! Można. Ostatnio czytam fińską), artykuły, klasyków literatury antycznej, etc.

Ad. 2.
Historyczne, czyli…..historyczne. Nic z rodzaju “Sekretne życie Watykanu” czy “Wszystkie kobiety J. Kaczyńskiego”. Nie, chodzi mi np. o książki z serii Rodowody Cywilizacji PiWu.

Ad. 3.
Znowu PiW, czyli Biografie Sławnych Ludzi. Z innymi mam już problem.

Ad. 4.
Pratchett. Po prostu Pratchett.

Nie wiem dlaczego, ale mam straszny problem z przekonaniem się do książek, w których są dialogi (akceptuję Pratchetta). Z biografiami jest tak, że muszą dotyczyć osób, o których już coś tam wiem i któer mnie w jakiś sposób urzekły. Okazuje się, że dla mnie książka musi dotyczyć jakiegoś problemu, który jest w niej dokładnie omówiony, rozważone są różne hipotezy, etc.

Dziś spędziłem 1,5 w Empikach i Trafficu. Zaliczyłem wszystkie działy. W oko wpadły mi: My, topielcy o duńskich żeglarzach, kilka książek Coetzee’a, biografia Piłsudskiego, Gombricha O sztuce, Brzydota i Piękno (podwójne wydanie) Eco, Diuna Herberta, Humboldta O myśli i mowie, Chłopiec z Włoch Bessona, trochę polskiej fantastyki……wyszedłem z Pratchettem.
Jeśli ktoś potrafi mi przywrócić umiejętność czytania innych książek, niech da znać.

Zakończenie:
Będąc w Trafficu doznałem olśnienia. Wittgenstein! Jego mi potrzeba. Do czynu! Ruszam do Info. Zanim doszedłem dopadła mnie myśl czy będą umieli zapisać nazwisko? Pytam panią o Ludwiga. Widzę, że pani pisze Wil…. Wilt… Wit… Przez DWA ‘te’ - mówię. Niestety, nie ma.
Empik. Z miejsca ruszam do Info. Czy coś Wittgensteina dostanę? Jaki autor? Wittgenstein. Puk, puk, puk, puk. Przez V czy przez W? Przez W i przez DWA ‘te’. Nie ma.

Ja wiem: jestem stary, jako pierwszy wynurzyłem się z zupy życia, widziałem padające dinozaury, podpalałem krzak Mojżeszowi i byłem przy splądrowaniu Magdeburga, ale do mojego mózgu z trudem przeciska się fakt, że osoba pracująca w księgarni nie wie, jak się pisze Wittgenstein.

Czas umierać.

czwartek, 20 listopada 2008

Homoseksualizm ustawowy

Myslałem o tym wpisie wczoraj, ale, jak już wspominałem, doszedłem do wniosku, że notka taka byłaby zbyt osobista. Dziś jednak trafiłem na naszym nowym blogasie na wpis dr Trettera na temat promocji homoseksualizmu przez Szwedów i pomyslałem, że w sumie czemu nie; w końcu nie napiszę nic strasznego. Zatem…….nie będzie o promocji a o zarażaniu się homoseksualizmem. Jeden poseł prawicowy - umysł wybitny, przy okazji dyskusji o związkach rejestrowanych/partnerskich/homoseksualnych (do wyboru) powiedział kiedyś, że uchwalenie ustawy o ww. doprowadzi do zwiększenia się liczby osób o orientacji homoseksualnej. Czyli - podążając za tą odpierajacą wszelakie argumenty logiką - nasuwa się nieodparty wniosek, że mozliwe jest ustawowe zwiększenie odsetka homików (i homiczek) w społeczeństwie, ewentualne zarażenie drogą ustawową niczego nie podejrzewających i bogu (do wyboru) ducha winnych Polaków. Muszę Wam powiedzieć, że coś w tym jest. Naprawdę. Nie nabijam się. No, może trochę.

Był rok MMDCCL od założenia Miasta. Lat miałem 16. Był koniec kwietnia. Niedziela. Piękna, wiosenna pogoda. Miało wtedy miejsce wydarzenie, po którym Kallipygos, choć technicznie ten sam, był już inny. To znaczy nadal miał rączki, nóżki i śliczną pyzatą buziuchnę, ale coś sie jednak zmieniło. Nie była to jakaś ekstrawagancja a i liczba personarum dramatis zamykała się moją skromna osobą. Niemniej, właśnie tego kwietniowego dnia, w godzinach między 11.30 a 12.30 - BŁYSK! OLŚNIENIE! ILUMINACJA! - obudziło sie we mnie zainteresowanie mężczyznami. Do tego dnia, jak przystało na potomka patriotycznej (jeden dziadek w armii Berlinga a drugi komendant MO+pradziadek po Niemcach) i katolickiej rodziny, interesowały mnie dziewczęta, przy czym słowo interesowały nie przekładało się jeszcze na praktykę, gdyż, jak pisze MA, poza zwykły wiek pozostałem czystym. Wiem, młodzież teraz szybko dojrzewa, ja widocznie dostawałem za mało pestycydów.
Wracając do zarażania. Nie wiem, czy pamiętacie, jakie wiekopomne wydarzenie miało miejsce w kwietniu owego roku. Świta coś? Jeśli nie, to przypomnę, że właśnie w kwietniu Zgromadzenie Narodowe uchwaliło ustawę zasadniczą. Powiem więcej: ówczesny prezydent, Kwaśniewski Aleksander, chcąc by motłoch (=suweren i najwyższy prawodawca czyli lud) dowiedział się co w ustawie stoi, zarządził rozesłanie jej po domach. My też dostaliśmy i, jak latwo zauważyć, dość szybko się zaraziłem. W sumie nie ma się czemu dziwić, bo to nie jakaś pierwsza z brzegu ustawa, tylko konstytucja, czyli róznica w szybkości zarażania też powinna być zasadnicza.
Na zakończenie: cała ta historia jest oczywiście kłamliwa, oszczercza, godzi w podstawową komórkę społeczną - rodzinę i została wyssana z palca razem z krwią matki. Homoseksualizmem nie można się zarazić inaczej, niż drogą płciową, tzn jeśli Cię matka urodziła homikiem/homiczką, to już takim/taką pozostaniesz. Inaczej rzecz ma się z głupotą: najpowszechniejsza forma zakażenia to droga katolicko-prawicowa, nie działają żadne szczepionki, zaraza wciąż grasuje.

A obrazek, jak wszystko u mnie, bez związku.

pope

Nie mówię ‘dobranoc’, bo może jeszcze coś dziś skrobnę.

Let me kiss you:*

Miała być notka o zarażaniu się homoseksualizmem drogą ustawową. Doszedłem jednak do wniosku, że….byłaby zbyt osobista. Zatem wrzucę tylko kilka fotek, które dotarły do mnie drogą bynajmniej nie ustawową, a poprzez gg od Manowców, ktorym z kolei podesłał je tajemniczy kolega.

1181814033_image1

—-

1181814033_image31

—-

1181814033_image4

—-

1181814033_image5

—-

1181814033_image6

—-

1181814033_image7

—-

1181814033_image8

Dobranoc Państwu.

wtorek, 18 listopada 2008

Wiadomość dnia

Podczas konklawe 16 października 1978 r. "grupa kardynałów"* pytała prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego, czy przyjąłby wybór na papieża. Odmówił (..).Wyszyński uważał, iż biskupem Rzymu powinien być Włoch, człowiek młodszy on niego: Nie, nie. stary jestem; przyzwyczaję się do luksusów i zaraz umrę - mial powiedzieć.

Ufff. Całe szczęście, bo gdyby go wybrali a potem jeszcze Wojtyłę, to mielibyśmy dwóch papieży. Tylko cudem uniknęliśmy schizmy w kościele zachodnim.

No to się uspokoiłem.

Miłego dnia.

* grupa "trzymajaca kardynałów"....?
info z nieautoryzowanego źródła

poniedziałek, 17 listopada 2008

Brzydki Polak po szkodzie

Dziś. Supermarket. Godzina - przed 19tą. Stoimy z Oliveirą w kolejce do kasy. Ludzi dużo, do każdej kasy gromada chętnych. Z braku lepszych zajęć zabijamy czas wyłapując z tłumu co ciekawszych czarnoskórych. W pewnym momencie mój wzrok pada na jednego faceta w kolejce obok:
Ja - Zobacz, jaki ładny łysy pan za mną stoi.
O - (rozgląda się) Ten w białej bluzie?
Ja - Ten właśnie.
O - Śliczny.....rzeczywiście........
Obiekt naszych krytycznych obserwacji wyglądał następująco. Wyobraźcie sobie typowego polskiego dresiarza. Już? To teraz mnożymy przez dwa. Twarz okrągła, rzecz jasna nienaznaczona myśleniem, pokryta bruzdami będącymi nie wiem czego wynikiem. Karku brak, łysy, budowy przysadzistej. Odziany był w ciemne spodnie i białą bluzę (z ciemnymi stawkami). Był z kolegą - blondynem. Kolega przy dobrze dobranym oświetleniu mógłby uchodzić za Holendra.
Od razu pojawiła się myśl: ciekawe czy Polak?
Ja - Zobacz, mają pełen koszyk piw; ciekawe, czy Polacy.
O - (w jakimś niespodziewanym przypływie patriotyzmu) - Nie można na podstawie kilku piw przesądzać o tym, czy są Polakami, czy nie.
Ja - Wolałbym, żeby o tym przesądzała zawartość koszyka, a nie szpetota.
Tu rozmowa zeszła na inne tory, po kilku minutach jednak nasze kolejki się zrównały i do uszu naszych doleciał język, oczywiście polski.

niedziela, 16 listopada 2008

Upadek autorytetów;)

Jak wiecie zaglądam od czasu do czasu na mojego ulubionego patriotycznego bloga. Gdy wszedłem tam po raz pierwszy od razu rzucił mi się w oczy obrazek JPII z podpisem 'na zawsze w naszych sercach'. Niestety, czasy mamy rewolucyjne, wróg nie śpi, agenci zza każdego węgła zeby szczerzą, więc i owo 'na zawsze' miało żywot krótki niczym czwarta dyktatura Cezara. W przeciwieństwie do Julka JPII miał o tyle lepiej, że gdy in perpetuum dobiegało końca, to już nie żył. Zatem od jakiegoś czasu JPII na WP już nie straszy.

Czym innym jednak usunięcie obrazka vel pomnika (w końcu i Dzierżyńskiemu się dostało) a czym innym kompleksowa damnatio memoriae.
W połowie października pojawił się wpis z okazji rocznicy pontyfikatu ww. gentelmana (JPII nie Cezara - on w końcu też był pontyfikiem). Wpis jak wpis, tym bardziej, że na WP prawie każdy powstaje metodą kopiuj/wklej, chyba, że napisze coś jakiś wybitny prawicowy publicysta. Czasem działa też funkcja wytnij; przydaje się, gdy trzeba usunąć fakty nie pasujące do tezy; ot, dobra ubecka metoda. Nieważne.
Wpis był skopiowany, zdaje sie, z Niedzieli i utrzymany w dobrym tonie kultu jednostki. Komentarze pod nim nie były już takie cukierkowe, ale jakże zacne. Dowiadujemy się bowiem, że JPII składał pokłony diabłu, dał się omamić Żydom i masonom, siłą wciągnął Polske do UE, prowadził dialog z poganami, itd.
Na koniec jeden komentarz autorstwa nadzwyczaj płodnego Antka:

JPII agitował we wszystkich krajach poskomunistycznych za wstąpieniem do ateistycznej UE i skutki tej polityki Polacy dotkliwie odczuwają w sferze gospodarczej i moralnej.Takie są owoce pontyfikatu JPII.
-----------------------------------------------

Wiatr historii wiał dalej i kilka dni temu oberwało się biskupowi Życińskiemu. Ponoć był agentem i filozofem. Straszne zaprawdę. Komentarze - na chwilę obecną sztuk 46 - były utrzymane w dobrym tonie nauki katolickiej pełnej empatii, miłości bliźniego i zrozumienia dla jego błędów. Pojawiły się zatem wezwania do wieszania takich skurwysynów. Ktoś słusznie zauważył, że trzeba ich pojedynczo wyłapywać i kulą w łeb. Ktoś zarzucił Życińskiemu, że nie dość, że donosił, to jeszcze wspierał ekumenizm (Co gorsze, ja się pytam?!). Dostało się też JPII za to, że Życińskiego awansował. Niejako rykoszetem oberwali też inny biskupi np. Gocłowski i Pieronek. Teraz trochę pikanterii:

BABETKA - materiały które zamieściłeś są wprost porażające. Te dokumenty o rejestracji, te nazwiska a niektóre o czysto polskim brzmieniu.

BOŻESZTYMÓJ! O czysto polskim brzmieniu?! HAŃBA! Wykastrować! Wymordować! Wyciąć wrzody! Wypalić do gołej ziemi!....................a potem do spowiedzi. A tak na poważnie to moje nazwisko też o czysto polskim brzmieniu, zatem miłość do religii katolickiej i patriotyzm aż kapie z moich wpisów. Zresztą, wiele razy pisalem, że jestem czystej krwi mieszańcem.

ANTEK - Trzeba sobie zadać pytanie przez kogo został postawiony na stolcu arcybiskupim? Przecież to nie przez przypadek.

Oczywiście, że nie przez przypadek. Toż to na mile pachnie judeoaantypolskoliberalnoantykatolickohomoseksualnoeuropejskomasonskim spiskiem, o którego szczegółach dowiemy się już wkrótce z WP.

RYZIEL - Te wilki koscioła wprowadziły nas Polaków do kołchozu UE i likwiduja nasza wiare tworząc judochrzesijanstwo.

Ale was tu naprawdę nikt nie trzyma. D*pę w troki i do widzenia. Zrezygnujcie z dotacji, odbierzcie obywatelstwo zdrajcom-emigrantom, zamknijcie granice i wtedy bawcie się w lustrację, szukanie prawdziwych Polaków i budowanie prężnej gospodarki w oparciu o Rosję i Białoruś. Aaaa, zapomniałem, granic nie zamykajcie, może ktoś z Zachodu zechce odwiedzić skansen. Zawsze parę groszy wpadnie. W sumie dlaczego z moich podatków mają iść dopłaty na kretynów, którzy z jednej strony się UE brzydzą, ale z drugiej pieniądze ciągną.

RYVAN - A..Biskup Zydzinski, Kardynal Jewish …isn’t it?

Mój faworyt. Duże brawa!
---------------------------------------------------------

Kolejnym prawicowym autorytetem, który padł w ostatnich był biskup Dziwisz. Ten naraził się tym, że zaproponował zabetonowanie akt IPN na 50 lat. Oczywiście - bo jakżeby inaczej - pojawiły sie głosy o odsuwaniu od władzu hierarchów pochodzenia żydowskiego, o masońskiej schizmie, etc. Dostało się też - bo w końcu są blisko powiązani - Piłsudskiemu, który był Litwinem, nie mógł znieść, że Polska Litwę wchłonęła, że kultura polska była na wyższym poziomie (zwłaszcza ta kultura na WP), za to właśnie Polski nienawidził upodlił ją i sprowadził na Polskę klęskę wrześniową. Słodkie, prawda?

Jak wiadomo, trudno uznać mnie za katolika (prędzej chyba już za heteroseksualistę), partyzantem JPII nie jestem, kk uważam za zgromadzenie pazernych darmozjadów, a osoby, którym religia (jakakolwiek, ale katolicyuzm jest na tej liście wysoko) każe walczyć z innymi i naginać ich poglądy do swoich, za wysoce niebezpieczne. (Jeśli Dziwisz chce betonować akta, by kryć księży, to potwierdza to tylko zakłamanie kk jako całości). Niemniej zastanawia mnie, jak bardzo trzeba mieć narąbane w głowie, żeby za każdym nieszczęściem (prawdziwym, bądź wyimaginowanym) widzieć spisek wrażych sił? Co musi być nie tak z osobą, która pała nienawiścią do jakiejkolwiek nacji, przypisuje jej wszystko co złe, obwinia o wszystko? (Przy czym oczywiście samą siebie ta osoba uważa za pozbawioną wad, swoją ojczyznę za najlepszą, swoją kulturę za wyższą................a zegarki pewnie za najszybsze:)). Mnie osobiście nie obchodzi, czy Życiński był agentem ani czy Piłsudski był, czy też nie był Litwinem. Jak dla mnie każdy prezydent/premier RP może nawet być Polakiem, grunt żeby dobrze rządził.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi, że nie wstawiłem wielu cytatów, ale:
1. Szkoda mi tę głupotę serwować Wam w dużej ilości.
2. Potem po tych bzdurach ludzie do mnie trafiają.
3. Chciałem Wam pozostawić możliwość przekopania się przez te mądrości samemu.
4. Większość komentarzy na WP nie nadaje się do cytowania bez edycji. Nie chodzi tu o sposób wyrażania myśli (choć z tym też na bakier), tylko gramatykę, interpunkcję oraz słownictwo właściwe prawdziwym, wysoko wykształconym Polakom.

sobota, 15 listopada 2008

Prawdziwa męska cipa

Oliveira podrzucił mi nowego blogasa, a konkretnie polecił zwrócić uwagę na jedną notkę, oraz na intelektualną konwersację na męskim heteroseksualnym forum, która ta notka wywołała.

Z notki:

Okazuje się bowiem, że nie ma już prawdziwych mężczyzn. Co następny to większa męska cipa.

Jako filologiczny zboczeniec uwielbiam wszelkie definicje, z niecierpliwością zacząłem czytać dalej.

Męska cipa nie uprawia sportu. Gdy się ją męczy o jakąś piłkę nożną, kosza czy nawet głupią siłownię, zawsze odpowiada:
- pomyślę o tym
- tak, masz rację
- w przyszłym roku zacznę szukać jakiegoś zajęcia.

To prawda. Oliveirze zajęło sporo czasu, zanim mnie przekonał do siłowni, ale jednak mówił do mnie wystarczająco długo, pewne fakty się przecisnęły i zacząłem chodzić.

Męska cipa nie umie zmienić uszczelki w kranie nie wie, gdzie trzyma śrubokręt i nie potrafi podłączyć DVD do telewizora. Do wszystkiego wzywa mechanika (..).

Skucha. Większość prac naprawczych wykonywaliśmy z Oliveirą sami; zresztą nie tylko naprawczych, bo w malarzy pokojowych też bawimy się z powodzeniem.

Męska cipa traktuje związek po partnersku - a interpretuje to w następujący sposób:
- Żadnych kwiatów bez okazji.

Nieprawda! Powołuję świadkinię mej niewinności (jedną z dwóch) - Rabdophleurę!

- Żadnego płacenia za kobietę w kinie czy restauracji.

Za kobietę!? Co za pomysł.

- Żadnego przepuszczania kobiety w drzwiach czy odsuwania jej krzesła.

Z tego akurat wyleczyła mnie dość skutecznie koleżanka, która uważała tego typu czynności za przejaw patriarchatu.

Męska cipa nigdy nie wie, czego chce.Nie potrafi zainicjować mocnego seksu,

Hohohohoho. Koleżanka sobie nie zdaje sprawy jak mocny seks potrafię zainicjować. Zresztą, lubię też, gdy taki sam ze mną jest inicjowany.

nie ma planów na dzień następny, nie potrafi organizować aktywnie czasu wolnego. Na pytanie:
- “Co dziś robimy?” odpowie “a co chcesz robić?” (i zrobi minę sugerującą, że pytanie go zaskoczyło)

To prawda. Tak mam, tzn. rzucam propozycje i czekam, czy partner nie ma innej wartej rozważenia. Takie dziwne?

- “Co byś zjadł?” odpowie “wszystko mi jedno” (po czym będzie narzekał, że w potrawie są oliwki, na które akurat nie miał ochoty

Nikt się nie musi pytać, sam potrafię ugotować. Z Oliveirą gotowaliśmy (i pytaliśmy się, co byśmy zjedli) na zmianę.

- “A może założę tę czerwoną bieliznę…?” odpowie “fajnie, kochanie” (i wróci do grania na kompie)

Na Jowisza! Gdybym zobaczył swego chłopa w czerwonej bieliźnie mógłbym paść.

Prawdziwy facet raz na jakiś czas zabiera kobietę na wycieczkę, lubi robić jej niespodzianki i potrafi ją zerżnąć. Nie kochać się z nią - zerżnąć. A jej się to podoba.

Mi też by się podobało…. Są tu jacyś faceci?

Męska cipa nigdy nie przyjeżdża do kobiety i nigdy jej nie odprowadza do domubo przecież “na mieście jest bezpiecznie”.

Po pierwsze: odprowadzałem do domu.
Po drugie: ona z racji swoich umiejętności miała większe szanse na przetrwanie, niż ja.
Po trzecie: na mieście nie jest bezpiecznie i właśnie dlatego się facetom nie dziwię - jeszcze ktoś im krzywdę zrobi :D

Męska cipa dzwoni do kobiety 5 razy dziennie

Owszem, dzwoni, ale do faceta (do kobiet przestał).

wysyła jej słodkie sesy

Owszem, wysyła.

i nazywa robaczkiem.

Chyba jednak czym innym.

Ekstremalnie rozlazłym męskim cipom zdarza się nawet włamywać na konto mailowe swojej kobiety i szukać informacji o potencjalnej zdradzie.

Uffff, to przynajmniej nie jestem ekstremalną.

Męska cipa nie pozwala swojej kobiecie na samotne wyjścia do klubów i daje pokaz zazdrości, gdy ta flirtuje z facetami.

No w sumie to z Oliveirą wszędzie chodziliśmy razem.

No i gdzie są tacy mężczyźni? Bo mi wibrator parcieje powoli..

To zamiast siedzieć w internecie i pisać bloga, trzeba zasuwać do sexshopu po nowy.

Ja się bynajmniej z tej notki nie natrząsam. Po prostu chciałem sprawdzić, na ile pasuję do modelu.

Jeśli zaś ktoś jest ciekawy dyskusji na ww. forum dla rdzennych heteroseksualistów, chce poczytać, życzenia, jakie sobie totalni hetero składają, niech zajrzy do naszego nowe projektu, a stamtąd na ww. forum.

wtorek, 4 listopada 2008

I co, białasy-złamasy?

Kilkadziesiąt kobiet mogło paść ofiarą mężczyzny, który świadomie zarażał je wirusem HIV- poinformowała krakowska prokuratura. Wśród ofiar jest 15 - letnia dziewczyna. Zatrzymany w Krakowie 47 - latek był wcześniej oskarżony o usiłowanie zabójstwa. - to z Gazety.

Zarzut narażenia drugiej osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo zarażenia wirusem HIV postawiła krakowska prokuratura 45-letniemu mężczyźnie - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusława Marcinkowska. - to z Onetu.

Informacje te pojawiły się wczoraj. O sprawie poinformowała też bodajże TVN (czy jeszcze jakaś tv - nie wiem). Dziś już jest cichutko. Na portalach żadnej wzmianki, w telewizji też nic nie zauważyłem.
To ciekawe, gdyż o Simonie Molu trąbiono przez kilkanaście dni, gdy sprawa wyszła na jaw, oraz przez dni kilka, gdy umierał.

Teraz temat nie jest niestety tak nośny, gdyż sprawca jest biały, jest Polakiem, być może nawet katolikiem. Co prawda odsiadywał wyrok za zabójstwo, ale wciąż jest to “swój chłop” a nie jakiś tam czarny przybłęda.

Gdyby udało nam się dopasować całość do historii Mola, to słynąca z dziennikarskiej rzetelności Rzeczpospolita powinna teraz dotrzeć do potencjalnych ofiar i przeprowadzić obiektywny wywiad. Na przykład:

Rz: Mówi pani, że się boi. Czego się jeszcze może bać osoba, którą już spotkało najgorsze - zakażenie wirusem HIV?
Wyobrażam sobie, że idę ulicą i nagle widzę Wiesława S. Nie wiem, jak bym się zachowała. A ten scenariusz jest możliwy. W tej chwili Wiesławowi grozi, że dostanie maksymalnie dziesięć lat. Znamy polski wymiar sprawiedliwości - odsiedzi faktycznie tylko połowę za dobre sprawowanie. Ponieważ spędził w areszcie prawie dwa lata, to za trzy lata można go będzie spotkać w Warszawie. Zresztą nawet teraz, gdy jest za kratkami, nie czuję się do końca bezpiecznie.

Jest pani przekonana, że S. chciał was zabić.
Tak, sposób, w jaki uprawiał seks…

Dlaczego miałby chcieć zabić panią i inne kobiety?
Dopiero z dystansu zobaczyłam wszystko w innym świetle. Różne dziwne sytuacje, zdarzenia stały się oczywiste. Zrozumiałam, że cały czas mnie nienawidził. Bo reprezentowałam świat, który chciał zniszczyć.

Co chciał zniszczyć Wiesław S.?
Świat Zachodu. Nie mam wątpliwości, że S. jest wyznawcą katolicyzmu.

Chyba pani żartuje. Często mówił, że jest ateistą, wydał nawet wiersze w jednej z ateistycznych oficyn. Co prawda nie ukrywał fascynacji szamanizmem, ale katolicyzm?
Byłoby dziwne, gdyby zadeklarował się jako wyznawca katolicyzmu. W pewien sposób by go to przekreślało. To oczywiste, że nie chciał się do tego przyznać. Ale wszystko w jego zachowaniu, łącznie ze stosunkiem do kobiet, które traktował jak rzecz, było typowe dla katolicyzmu.

Wtedy nic pani nie dziwiło? Dopiero teraz układa się jak puzzle?
Kiedy ochłonęłam już z szoku po wiadomości, że jestem zakażona, przyszedł czas na analizę. Zrozumiałam też, że jego znajomi wiedzieli, iż jest chory.

Ma pani na myśli białych znajomych?
Tak. Wiedzieli, co robi Wiesław. I czy myśli pani, że w Polsce jest tylko jeden Wiesław S.? Wiem, że na pewno nie.

Idzie pani bardzo daleko. Sugeruje nie tylko złą wolę czy wręcz zbrodnicze intencje Wiesława S, ale istnienie jakiegoś spisku.,
Czy nie zastanawia się pani, kim w rzeczywistości jest Wiesław S.? Przecież w reportażu opublikowanym w “Rz” w zeszłym roku, kiedy pojechała pani do Krakowa, widać było, z jakiego środowiska pochodzi. Siedział w więzieniu. I nagle taki facet, w zasadzie bez wykształcenia, pojawia się na wolności i funkcjonuje jak ktoś, kto swobodnie porusza się wśród elit. Ma spore wiadomości i perfekcyjną umiejętność manipulowania ludźmi.

Mam wielką pretensję do polskich władz. Dlaczego go nie sprawdzono, wypuszczono go z więzienia? Gdyby S. nie przyznano azylu, nie byłoby tylu zakażonych kobiet.

Ale z faktu, że ktoś wyszedł z więzienia, nie wynika, że musiał mieć stosunki seksualne z tak dużą liczbą kobiet, w dodatku bez prezerwatywy. Ma pani pretensje do różnych instytucji. Nie ma pani pretensji do siebie?
Nie mówię, że jestem zupełnie bez winy. Pyta pani, dlaczego ja i inne kobiety chodziłyśmy do łóżka z Wiesławem? A dlaczego ludzie w ogóle chodzą ze sobą do łóżka? Nie udawajmy, że jesteśmy świętym społeczeństwem. Wiesław nie był takim zwykłym Białym. Był bardzo inteligentny, potrafił zaimponować wiedzą. Sprawiał, że kobieta czuła się z nim bardzo dobrze.

Nie rozmawiamy w tej chwili o aspekcie moralnym. Ale dlaczego zgadzałyście się na seks bez zabezpieczeń?
Jest nastrój, melina, dwie butelki jakiejś berbeluchy. Nie myśli się wtedy o prezerwatywie. Tak uważam. Zresztą spytałam, czy jest zdrowy. Powiedział, że tak. Dlaczego miałam sądzić, że kłamie i chce mnie zabić? Był osobą publiczną, dostał tytuł Recydywisty Roku. Czy nastolatka nie może uznać, że komuś takiemu wolno zaufać?

Wspominała pani, że w Polsce działał, a nawet działa, tak jak S. jeszcze ktoś inny.
Jestem wręcz tego pewna. Nie chcę nikogo wskazywać palcem, ale wiem o takim przypadku. Uchodzi mu to na razie bezkarnie. Podejrzewam, że pobudki działania tego człowieka są takie same jak te, które - jak myślimy - miał S. Mam nadzieję,że wreszcie ktoś go powstrzyma.

W czasie całej rozmowy używa pani uparcie słowa “Biały”. Chyba odpuściła pani sobie poprawność polityczną. I powtarza też, że władze powinny zrobić wszystko, by nie wypuszczać tylu Białych z więzień. Chyba kiedyś miała pani inne poglądy.
Władze powinny chronić swoich obywateli. Każdy , kto wyjdzie z więzienia powinien wiedzieć ,że nie może bezkarnie zakażać innych.

Prawda, że postać Wiesława S. nie pasuje tak dobrze do schematu jak Mol. Jeszcze trochę, a w literaturze polskiej utrwaliłby się topos czarnucha, który zaraża HIV. Niestety, pojawił się Wiesław S. i wszystko zepsuł.

Polak potrafi.

niedziela, 2 listopada 2008

....są tylko głupie odpowiedzi

Z racji pobytu w kraju-raju mam kontakt z polską telewizją; nie tylko misyjną tvp, ale także nastawionymi na zysk prywaciarzami. Ostatnio trafiłem na “Najgłupszego z 10″. Oto kilka pytań i odpowiedzi, które zasługiwały na szczególną uwagę:

1. Jak miał na imię rosyjski poeta Puszkin?
Dymitr.

2. Z czyjej ręki zginęła Lady Macbeth?
Z ręki Hamleta.

3. Jakie ryby ma w głowie zwariowana osoba?
Zepsute.

4. Jakie miasto w Holandii wyzwoliła 1 X 1944 dywizja gen. Maczka?
Westerplatte.

Jest fantazja w narodzie.

sobota, 1 listopada 2008

Homoween

Na Głosie Rydzyka znalazłem wpis o Halloween.
Autor cytuje fragment tekstu z Ich Dziennika:

"liberałowie (w tym lewicujący, powierzchowni i niedouczeni katolicy), ateiści [to ja!], wolnomularze, materialiści i sataniści - wszyscy zgodnie i od lat z uporem maniaka, jak nakręceni - serwują naszym dzieciom [mocne, bo autor z ND jest ksiedzem] (w tym coraz częściej przedszkolakom) okultystyczne i satanistyczne rytuały, które w uproszczonej i szczątkowej formie kultywowane są podczas strasznego i niebezpiecznego "święta" Halloween, wywodzącego się z pogańskiego celtyckiego święta ku czci boga śmierci - Samhaina".

Kilka wniosków.
1. Wreszcie dowiedziałem się ku czci którego boga jest to święto.
2. Samo święto jest potwornie niebezpieczne i zdradzieckie: dzieciaki się przebierają, bawią się wspólnie z kolegami/koleżankami zamiast np. siedzieć u księdza na plebanii, gdzie ksiądz mógłby je kapać, dotykać i pokazywać, że całowanie to nic złego. Ich młode, chłonne mózgi są faszerowane bzdurnymi opowieściami o potworach, wampirach i duchach zamiast poświadczonymi relacjami o jednym facecie mieszkającym w wielorybie, żonie drugiego zamienionej w słup soli, nieczystych świstakach, etc.
3. Ja spędziłem Halloween w gronie jeszcze gorszym niż ww. gdyż dodać trzeba jeszcze gromadę pedałów. Chociaż....może nie tylko pedałów, gdy Tomba Tomba - do której była to już moja druga wycieczka - jest klubem strasznie zheterzonym. Aż do bólu. Ja - zasadniczo - nie mam nic przeciwko heterykom w naszych lokalach. Nie trawię jednak sytuacji, gdy w branżowym lokalu hetero jest więcej niż homo. Ja rozumiem, lokal jest hetero friendly, trzeba na czymś zarabiać (kryzys i te sprawy), ale bez przesady. Gromady par hetero przewalające się z miejsca w miejsce, zalegające w chillout roomie i gdzieniegdzie jakieś pojedyncze homiczne sztuki. Dodatkowo był to typ blacharsko-abs'owy, czyli wypomadowana blond niewiasta i jej opsmyczony na łyso, pozbawiony karku i inteligencji amant. Coś nie tak, jak dla mnie. Tja, jestem nietolerancyjny. Wiem.

Co do samego klubu, to miejsce przyjemne, aczkolwiek mam wrażenie, że wczorajszemu (być może poprzednim razem był ten sam, nie pamiętam) barmanowi chyba piastowany urząd uderzył do głowy, gdyż klientów traktował tak, jakby mu w czymś ważnym przeszkadzali. Może powinien zmienić pracę. Poza tym, nie mam się do czego przyczepić, a wiecie, że gdybym mógł, to bym się przyczepił.
Przy wejściu pytano nas - z racji święta - o maski. Nie mieliśmy, zresztą, moja twarz powinna im wystarczyć :) ; próbowano nas umalować - umknąłem, choć T. i C. wyglądali świetnie. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i ulotniliśmy się.

P.S. Własnie przed chwilą zajrzało do mnie na GR dresiątko o opisie 'ciotki nie pisać'. zgodnie z życzeniem nie napisałem. Zaglada też do mnie jeden gość, którego z premedytacją blokuję, ale on się nie zraża, zmienia nazwy profilu i zagląda. Prędzej polecę ze schodówniż na zdjęcie jego klaty.

wtorek, 28 października 2008

Homoprofil z ludzką twarzą

Na czas pobytu w Polsce zmieniłem sobie na GR Amsterdam na Warszawę. Opis, foty, etc. pozostały te same. Nie chwaląc się dodam, że mam dość dużo odwiedzających, co być może spowodowane jest dziwnym nickiem lub obcojęzycznym opisem.
Zaglądają do mnie różne stworzenia. Zasadniczo nie idę z rewizytą, jeśli gość nie posiada zdjęcia na profilu. Podobnie jak Oliveira nie lubię rozmawiać z powietrzem, a tym bardziej z czyimś torsem/tyłkiem/członkiem. Dziś trochę naruszyłem tę zasadę, gdyż zrewizytowałem chłopaka, który miał na profilu zdjęcie….swego ramienia. Pozwolę sobie zacytować wyjaśnienie, czemu akurat taką fotkę zamieścił.

Zdjęcie przedstawia moje ramię, ponieważ twarz pokazuję wyłącznie facetom,z którymi nawiązuję interesującą nić porozumienia. Całą resztę użytkowników zapewniam - iż nie straszę swoją twarzą , jest wręcz przeciwnie.

Uśmiałem się. Ja swoją twarz pokazuję wszystkim, tzn. można mnie obejrzeć na profilu, można spotkać w knajpie, czy też na ulicy. Osobie, z którą nawiązuję nić porozumienia, jestem w stanie pokazać coś więcej. Mordkę mogą zobaczyć wszyscy. Rozumiem zaś, że mój gość funkcjonuje w zgrzebnym worze na głowie: tak rozkminiam tekst: - zapewniam - iż nie straszę swoją twarzą. Ja tam straszę, nie tylko twarzą, gdyż od czasu do czasu także pohukuję.

Vanavond

W dniu dzisiejszym, tj. 27 października 2008 roku, dołączyłem do grona sławnych blogerów, bowiem pierwszy raz w życiu spotkałem się z moim czytelnikiem. Inaczej, spotkałem już osoby, które mnie czytają, ale zawsze było tak, że najpierw je spotykałem, a dopiero potem mnie czytały, teraz zaś było odwrotnie. Tak w ogóle, to zawsze mi się wydawało, że z czytelnikami to spotykają się blogerzy poruszający tematy ważkie, ja natomiast człowiek z gminu, prosty - czasem tak, że zęby bolą - i płytki niczym zlew, ze skłonnością do retrospekcji (człowiek, nie zlew) i nic nie wnoszących akademickich dyskusji…. W każdym razie się żeśmy spotkali, wytrzymali ze sobą ponad 4 godziny, zadaliśmy sobie wiele pytań subtelnych, skrytykowali otaczającą nas rzeczywistość, wypili po piwie, zjedli po kebabie i zaoszczędzili po 2 złocisze na szatni.
Mooi!
W sumie było to dla mnie nowe i bardzo ciekawe doświadczenie, gdyż pierwszy raz spotkałem się z kimś nie z portalu/czata/etc, tylko, jak się wyraził mój rozmówca, intelektualnie. Inaczej, zdarza mi się spotykać z ludźmi ot, tak, żeby pogadać, ale są to osoby, które w jakiś tam sposób skądś znam, np z PWGay. Z czytelnikiem - i to moim własnym, osobistym - był to mój pierwszy raz. I nie, nie bolało.

P.S. Oszczędność w szatni.
Wylądowaliśmy w Patrick’s Irish Pub. Nie podaję adresu, można sobie wygooglać. Wchodzimy. Miejsce wygląda przyjemnie, tzn. kamienno-drewniano, ludzi mało, fajne drewniane stoły, niestety z głośników dobiega “naaaaaaszeeeee reeeeendeeeee-wuuuuuu”. Niezrażeni oprawą muzyczną ruszamy w kierunku baru, gdy w miejscu osadza nas przyjemny głosik gestapowca “szatnia na kurteczki!”. Patrzymy, a tu naszej uwadze uszła szatnia, która została chytrze umiejscowiona po prawej stronie. Ki czort, szatnia w pubie, jeszcze płatna?! 2 złocisze poruszyły pokłady mojej złośliwości i zmobilizowały mnie do oporu w imię darmowego dysponowania własnym okryciem wierzchnim. Odzywam się więc do swego towarzysza, że nie wiem, jak on, ale ja jestem w stanie zapakować płaszcz do torebki. “A ja kurtkę do plecaka” pada odpowiedź. Spokojnie, jak na dystyngowanych gentlemenów przystało, zdjęliśmy jesionki, złożyliśmy i na oczach szatniarza, który za rzeczy pozostawione w szatni zapewne nie odpowiadał, zapakowaliśmy je do naszych bagaży po czym podążyliśmy do stolika. Pan wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale się nie odezwał. Gdy wychodziliśmy miałem chęć się kulturalnie pożegnać, niestety, garderobiany zniknął w odmętach szatni.

Być może niepotrzebnie robię aferę o 2 zeta, ale jest kilka rzeczy, które mnie w gastronomii irytują. Jedną z nich jest przekorna logika obsługi, w myśl której należy klienta obedrzeć ze wszystkiego, gdyż może więcej się nie pojawi. Ot, szczególny sposób zaskarbiania sobie lojalności. Tak, jak nie akceptuję doliczania napiwku do rachunku - to ja i tylko ja decyduję o tym, czy zostałem zaspokojony - tak nie godzę się z instalowaniem PŁATNEJ szatni w pubie. W dyskotece - żaden problem, rozumiem; w pubie - sorry Winetou.

Co do samego lokalu, to OK, ale ceny amsterdamskie a jakość obsługi wciąż polska, może z małym plusikiem.

sobota, 25 października 2008

Piątkowy wieczór

Miałem się widzieć dziś z Rhabdopleurą. O 19ej. Przed szóstą zacząłem się więc robi na bóstwo. Nie mogłem wyglądać jak pierwszy lepszy, gdyż miała być obecna jej szanowna rodzicielka, która jest także moją niedoszłą teściową, wypadało zatem ubrać się ładnie i w sposób zmuszający do stawiania pytań. Pod koniec ubóstwiania zadzwoniła jednak Rhabdo z informacją, że ze spotkania nici. Trudno, zdarza się. W ten oto sposób zmaterializował się przede mną wolny piątkowy wieczór.

Zacząłem od wizyty na GR i przejrzenia profili osób, które właśnie były online. Nie szukałem randki, po prostu chciałem się zorientować, jak wyglądają polskie profile i jakie informacje można na nich znaleźć.
Otóż w większości przypadków g…. można znaleźć.
Wielu użytkowników portalu odznacza się totalnym extrawertyzmem i ich profile ociekają od informacji o tychże użytkownikach. Na przykład: Nie wiem co o sobie pisać, jeśli chcesz wiedzieć więcej - wyślij wiadomość. Prawie przewróciłem stół rzucając się do pisania wiadomości….
Inną ciekawostką są teksty w stylu: szukam konkretnych, nieprzegiętych, spoza środowiska. Cioty won! “Spoza środowiska” jest zagadnieniem na osobną notkę, więc na razie dam spokój. Co to znaczy, że ktoś jest konkretny nie wiem, ale musi to być coś extra. Nieprzegiętość oraz cioty won są natomiast polskim wkładem w kulturę gejowską. W Niderlandach nie spotkałem się nigdy z tekstem, że ktoś szuka nieprzegiętych. Owszem, można trafić na info szukam męskich, ale to określenie nie jest pejoratywne. Całkowitym nieporozumieniem jest jednak cioty won. Ja np nie lubię dresiarzy, ale nie napisałem sobie w profilu, że nie toleruję półdebili po 4 klasach podstawówki. Fakt, usunąłem sobie z profilu informację, że mówie po polsku, gdyż zaglądali do mnie Polacy mieszkający w Amsterdamie i nie byłem bardzo kontent z tych wizyt. Ciemniakiem, który przepełnił amforę, był robotnik budowlany. Z drugiej strony, może nie piszę o tym, że nie lubię dresiarzy, gdyż ich, poza polskimi, w Amsterdamie nie ma. Kolejny wkład Polaków, tym razem w kulturę europejską. Wracając do tematu, ja mam u siebie jedną informację dotyczącą potencjalnego partnera - ma być single.
Odezwałem się w sumie do dwóch młodzieńców. Pierwszy ujął mnie ciekawym opisem, drugi był jedyną osobą online - 9 stron użytkowników - która miała zarost, bardzo zresztą przyjemny.
Korzystając z okazji wymieniłem kilka wiadomości z moim Księciem i zdegustowany - nie Księciem a poziomem GR - zebrałem się na Starówkę.
Na Starym Mieście wykonałem swoją zwykłą trasę. Z Zamkowego dotarłem na Rynek Świętojańską, potem przez Bramę i Freta do Rynku Nowego Miasta, z Kościelnej w dół po drewnianych schodach do parku, przez park, wspiąłem się do Brzozowej, z niej znów na Rynek, Piekarska, Barbakan, Zamkowy, Krakowskie, do domu.
Kilka spostrzeżeń:
I. Kocham czuć kocie łby przez znoszone podeszwy trampek. Jeszcze zanim zacząłem czytać Pratchetta podobało mi się to uczucie. Nie mam tak, jak Vimes, że poprzez kształt bruku stopami wyczuwam, gdzie się znajduję, ale fajnie jest czuć ulicę, zarówno równy bruk na Piwnej, jak i pofalowany na Brzozowej.
II. Kilka obiektów, np kościół (nie wiem, pod cziym wezwaniem) przy drewnianych schodach, bardzo przyjemnie oświetlonych.
III. Kompletnie pusty park, jedynie szum drzew i szelest liści przerzucanych na trawniku przez wiatr; szelest, któy sprawiał, że kilka razy zdawało mi się, że ktoś całkiem blisko koło mnie człapie.
IV. Mało ludzi. Pogoda była całkiem dobra, choć trochę wiało, ale Stare Miasto było prawie puste. Nie, żeby mi to przeszkadzało, ale w Amsterdamie jest to nie do pomyślenia.

Do domu wracałem z de Gaulle’a. Wchodzę na przystanek, tam już kilka osób w tym jakiś długowłosy z kolegą. Długowłosy przygląda mi się, podchodzi i pyta….czy wiem, do czego służy przycisk na słupku z informacją komunikacyjną. Odparłem, że nie wiem, ale u nas w Amsterdamie jeśli się go naciśnie, to uzyskuje się informację, o której będzie następny tramwaj. Chłopcy zainteresowali się Amsterdamem; pytali oczywiście, czy dużo jaram; przeprosili za przeszkodzenie mi w słuchaniu muzyki; zapytali, czego słuchałem; pomylili Morrisseya (którego słuchałem) z Morrisonem (którego myśleli, że słuchałem) i poszli. Cały czas zwracali się do mnie per pan, chyba czas wycisnął na mnie swoje piętno. Swoją drogą, tak jakbym znał skądś tego długowłosego. Te oczy….. Tylko skąd?

Dobranoc.

środa, 22 października 2008

Rasko czyli witajcie w jazzclubie

Jak być może niektórzy z Was wiedzą od ante diem XV Kalendas Novembres przebywam na terenie prześwietnej Rzeczpospolitej. Niedługo po przyjeździe poprosiłem dr. Trettera o zaprowadzenie mnie do gay-clubu, gdyż chciałem, żeby mi pokazał, jak się bawią na Wschodzie. W warszawskim (polskim) homo-lokalu byłem do tej pory raz a było to jeszcze w świętej pamięci Paradise’ie. Wspomnienia dotyczą potwornie głośnej muzyki oraz siedzących przy barze homików, których spojrzenia wyrażały mniej więcej ‘kim jesteś i co tu robisz długowłose coś’. Dr Tretter zapytał, czy to ma być disco-błysko, czy też miejsce do pogadania. Odparłem, że do pogadania, gdyż faktycznie dawno ich nie widziałem, a poza tym, wspomnienie muzyki z Raju było wciąż zbyt silne. Prosiłem też, by był to lokal bez deur selectie, gdyż o ile na Amsterdam jestem wystarczająco cool, jezzy, git, spoko, etc. o tyle mogłoby się okazać, że w Warszawie mają tak wysokie standardy, że mógłbym gdzieś nie wejść. Padło na Rasko.
Przybyliśmy. Już od szatni dopadła nas muzyka. Tak, wiem, homiki są pozbawione gustu muzycznego i nawet w A’damie klnę w żywy kamień na branżowy repertuar, niemniej nie doceniłem rzeczywistości twierdząc, że gorzej już być nie może.
Po przekroczeniu drzwi oczom moim - reszta towarzystwa była już zorientowana - ukazał się lokalik wielkości może Prika, tylko bardziej kwadratowy. Na wprost drzwi duży ekran, na którym pojawiał się tekst pieśni aktualnie karaokowanej i jakieś stworzenie płci męskiej zajęte było właśnie niszczeniem własnych strun głosowych oraz moich uszu. Po lewej bar, na środku i pod ścianami stoliki, już dość gęsto obsadzone. Plus za wystrój.
Zamówiliśmy po piwie. Nie wiem, co to było - szklanki od Żywca - ale lepsze niż wszechobecny nad Amstelą Heineken.
Plus za piwo.
Padło pytanie ‘to do której te śpiewy?’ Odpowiedź nie była właściwa, gdyż brzmiała ‘do 21.30 chyba’ a była 20.30.
Posiedzieliśmy, pogadaliśmy - z przerwami i z trudem, gdyż karaoke trwało w najlepsze - i ulotniliśmy się w miarę szybko tzn. zanim śpiewy się zakończyły.
Minus za muzykę. Muzykę?!
Powiem tak, miejsce miłe, obsługa nie narzucająca się, ale też nie traktująca klientów z góry. Nie stwierdziłem też osób spod znaku ‘wyżej s*am niż dupę mam’. Muzyka, tzn potępieńcze wycia poniżj krytyki, ale, jak przed chwilą stwierdziła Pani od Czajnika - która zapomniała, że ma się z nami spotkać - karaoke jest wszędzie takie samo, czyli beznadziejne. Być to może, niemniej, kluby w Amsterdamie nie serwują tej atrakcji. (I całe szczęście).
Owszem, można stwierdzić, że to moja wina, gdyż mogłem zawczasu sprawdzić repertuar; niemniej, to ja tu oceniam.
P.S. Jeszcze jeden minus, nie konkretnie dla Rasko, ale tym razem monstrualny - yes, size does matter - kompletny, totalny i całkowity brak czarnoskórych.
A’propos czarnoskórych, mój Książę się odezwał :*

sobota, 11 października 2008

W dechę meczyk

...... i spalony!

Dariusz Dudka, przed polskim polem karnym, czujny, niczym żuraw. Lekkie podanie do Artura Boruca....i GOL! Nie spodziewał się tego zagrania nasz bramkarz.

Zatem 0-1 dla Czechów.

Co za walka!
Czesi grają z prawa na lewo, Polacy odwrotnie! Dla Państwa, którzy oglądają ten mecz w odbiornikach czarno-białych ta prosta prawidłowość także jest zachowana.

Wynik może nie odzwierciedla przebiegu tego meczu, ale z całą pewnością Polacy są moralnymi zwycięzcami tego pojedynku.

Cóż, ja meczu dziś nie obejrzę, ale....o wynik się obawiam. Z tymi Husytami to nie nigdy nie wiadomo.

piątek, 10 października 2008

Nie lubię Poniedziałków

Rzadko wrzucam po dwie notki dziennie, ale, że jest okazja - bo w końcu awaria (w tym wypadku awaria Poniedziałka) też jest jakąś okazją, zatem:

Oliveira zelektryzował mnie wiadomością, że niejaki J. Poniedziałek - ten od serialu “M jak matoł” ma dziewczynę.

Dla mnie bomba. Fajnie jest mieć dziewczynę. Też kiedyś miałem. Nawet dwie, tj, nie w tym samym momencie, ale miałem. Ogólnie się przydają, można się np. pokazać z taką na mieście, w kinie, pogadać, etc.
Po pewnym czasie mi jednak przeszło i jestem zdrowszy. Nie, nie dlatego, że przestałem chodzić do kina. Chodzę dalej. Zdrowszy jestem, bo z dziewczynami się spotykam na innej stopie (temat na osobną notkę) a i im, mam wrażenie, teraz lepiej. (Tak, do Ciebie mówię:))

Ale miało być o pierwszym dniu tygodnia.
Jest kilka mozliwości.
1. Poszedł na teriapię do księży i go wyleczyli pokazując, że nie należy się bać męskiego dotyku.
2. Nagle doszedł do wniosku, że coming-out mu złamie karierę (Co mu złamie?!) i trzeba sobie kobitę znaleźć.
3. Jest teoria, że homoseksualizm pojawia się przejściowo w okresie dojrzewania, a zatem Poniedzialek właśnie dojrzał - ma w końcu 43 lata - i mu przeszło.
4. To był żart z tym homoseksualizmem. Zobaczcie, jaki ze mnie śmieszek!

W sumie - nieważne. Pora na życzenia. Czego trzeba szczęśliwym gołąbkom życzyć? Rozumu.