sobota, 11 października 2008

W dechę meczyk

...... i spalony!

Dariusz Dudka, przed polskim polem karnym, czujny, niczym żuraw. Lekkie podanie do Artura Boruca....i GOL! Nie spodziewał się tego zagrania nasz bramkarz.

Zatem 0-1 dla Czechów.

Co za walka!
Czesi grają z prawa na lewo, Polacy odwrotnie! Dla Państwa, którzy oglądają ten mecz w odbiornikach czarno-białych ta prosta prawidłowość także jest zachowana.

Wynik może nie odzwierciedla przebiegu tego meczu, ale z całą pewnością Polacy są moralnymi zwycięzcami tego pojedynku.

Cóż, ja meczu dziś nie obejrzę, ale....o wynik się obawiam. Z tymi Husytami to nie nigdy nie wiadomo.

piątek, 10 października 2008

Nie lubię Poniedziałków

Rzadko wrzucam po dwie notki dziennie, ale, że jest okazja - bo w końcu awaria (w tym wypadku awaria Poniedziałka) też jest jakąś okazją, zatem:

Oliveira zelektryzował mnie wiadomością, że niejaki J. Poniedziałek - ten od serialu “M jak matoł” ma dziewczynę.

Dla mnie bomba. Fajnie jest mieć dziewczynę. Też kiedyś miałem. Nawet dwie, tj, nie w tym samym momencie, ale miałem. Ogólnie się przydają, można się np. pokazać z taką na mieście, w kinie, pogadać, etc.
Po pewnym czasie mi jednak przeszło i jestem zdrowszy. Nie, nie dlatego, że przestałem chodzić do kina. Chodzę dalej. Zdrowszy jestem, bo z dziewczynami się spotykam na innej stopie (temat na osobną notkę) a i im, mam wrażenie, teraz lepiej. (Tak, do Ciebie mówię:))

Ale miało być o pierwszym dniu tygodnia.
Jest kilka mozliwości.
1. Poszedł na teriapię do księży i go wyleczyli pokazując, że nie należy się bać męskiego dotyku.
2. Nagle doszedł do wniosku, że coming-out mu złamie karierę (Co mu złamie?!) i trzeba sobie kobitę znaleźć.
3. Jest teoria, że homoseksualizm pojawia się przejściowo w okresie dojrzewania, a zatem Poniedzialek właśnie dojrzał - ma w końcu 43 lata - i mu przeszło.
4. To był żart z tym homoseksualizmem. Zobaczcie, jaki ze mnie śmieszek!

W sumie - nieważne. Pora na życzenia. Czego trzeba szczęśliwym gołąbkom życzyć? Rozumu.

Pożegnań czar

Na początku anegdota.

Jakoś w lipcu miałem swoją pierwszą (i zarazem ostatnią, czyli w sumie dwie) evaluatie, czyli pogadankę z Szefową. Szefowa powiedziała mi, jak ona widzi moją pracę oraz pytała mnie, jak ja ją widzę (pracę, nie Szefową). Były jakieś punkty, średnie, wykresy.

Na zakończenie zapytałem, czy jest ktoś, kto ma ze mną jakiś problem, czy też wszyscy happy.
Powiedziała, że wszyscy są zadowoleni, że jestem w zespole.
Powiem szczerze, że ta odpowiedź mnie nie zachwyciła. Nie jestem osobą, którą można tak po prostu, jak gdyby nigdy nic, lubić. Zawsze trafiał się ktoś, kto miał ze mną jakiś problem i te problemy traktowałem jako swoiste votum zaufania, bo oznaczały, że ci, którzy powinni być irytowani, są irytowani. Tu natomiast niespodzianka tzn. coś się popsuło.

Koniec anegdoty.

16 września wygasał mój kontrakt z Zakladem Pracy i ze dwa tygodnie wcześniej wybralem się do HR celem zapytania, czy mogą mnie przenieść do innego działu. pytano mnie, czy nie jestem szczęsliwy tam, gdzie jestem (byłem! musiałem się nawet na odsysanie szczęścia zapisać, tyle go miałem) i o podobne rzeczy. Koniec końców okazało się, że nie mogą mnie przenieść, ale żebym przedłużył kontrakt zaproponowano mi 14 dniowy okres wypowiedzenia w miejsce miesiąca. Rzecz jasna, każda strona ma dwa medale, oni też mogli się mnie szybciej pozbyć. Podpisałem.

Przedwczoraj przychodzę do Szefowej i mówię, że chciałem zakończyć współpracę. Pogadaliśmy, podliczyliśmy pozostałe dni urlopu i ustaliliśmy, że teraz pracuję bez weekendu, ale za to moim ostatnim dniem pracy jest piątek 17 X. Bomba.
Gdy wychodziłem tego samego dnia Szefowa podeszła i mówi, że oni nie wiedzą, od kiedy liczy się ten okres wypowiedzenia, a Labrador (nasz kolejny szef) jest zdziwiony, że ja mam klauzulę 14dniową, że ona pewnie dotyczy tylko internal, czyli przejścia do innego działu, itp, itd, etc.
Acha, zaczyna się, pomyślałem.
Denerwowałem się, bo nie wiedziałem, co wymyślą.

Przychodzę wczoraj, widzę, że Labradod rozmawia z Dobrą Panią z HR, natomiast Szefowa woła mnie do siebie. Pokazuje mi grafik na przyszły tydzień, mówi, że rozmawiała z HR, ani słowem nie wspomina o internal (w ogóle nie wraca do wczorajszej rozmowy) i akceptuje mój pomysł, żeby przyszły piątek był ostatnim dniem.

Teraz puenta.

Labrador ogólnie jest miły, zagada, klepnie w plecy, etc. Przedwczoraj też się odezwał, zapytał, co u mnie, czy nie ma żadnych problemów (oczywiście, że żadnych!), po czym wpadł na Szefową, która mu oznajmiła, że odchodzę.
Wczoraj natomiast nic, ani dzień dobry, ani do widzenia, olewa mnie totalnie (nie, żebym zabiegał o atencję), nie odzywa się, mam wrażenie, że jest dziko wściekły.
Czyli jednak potrafię kogoś zirytować.

W tym wszystkim najbardziej szkoda mi Dobrej Pani HR. Zaproponowała mi tę klauzulę, by mnie zatrzymać, a mam wrażenie, że teraz jej się oberwie, że pozwoliła mi odejść prawie z dnia na dzień. Ona jest chyba za uczciwa do tej roboty.

środa, 8 października 2008

De homofoob

Na zajęcia z dwiema grupami z Handlu Detalicznego musiałem udać się do innej szkoły, dokąd trzeba było jechać pół godziny pociągiem. Obie grupy miały już lekcje z jednym z moich kolegów i nie było żadnych problemów. Zatem bez uprzedzeń i z czystym umysłem przybyłem na pierwszą lekcję w tej klasie. Ku memu zdziwieniu wyglądali na uprzedzonych wobec mnie. Ich spojrzenia były lekceważące i agresywne, chociaż nie znali mnie osobiście. Nigdy przez coś takiego nie przechodziłem. sprawdziłem, czy wszyscy są i zacząłem lekcję.
- Jesteś homo? - zapytała szybko jedna z dziewcząt.
- Czemu chcesz wiedzieć? - padlo moje kontrpytanie.
- Po prostu. Słyszeliśmy od innych, że jesteś.
- Zaczynamy z angielskim - odparłem.
Niechętnie wzięli się do pracy.
W trakcie rozwiązywania ćwiczeń chodziłem po klasie, żeby zobaczyć, czy nie mają jakichś problemów. Chlopcy z tyłu siedzieli tak blisko ściany, że nie mogłem dalej przejść.
- Chłopcy - powiedziałem przyjaźnie - mogę przejść?
Reakcja - jakbym nic nie powiedział.
- Zrobcie przejście, szybko! - krzyknąłem do najblizszego chłopaka.
Lecz Cobus, blondwłosy chłopak o niebieskich oczach, patrzył na mnie wyzywająco.
W kolejnym tygodniu kosztowało mnie bardzo dużo energii, by po raz kolejny wejść do tej klasy. Spodziewałem się kolejnych problemów i oczywiście były.
Cobus wszedł jako ostatni do klasy i krzyknął:
- Nie chcę mieć lekcji z homo-śmieciem!
- Za drzwi! - wrzasnąłem - I po lekcji chcę z Tobą porozmawiać.
- Eeej, wyluzuj - odparł - Na żartach się nie znasz?
- Wyjdź - powiedziałem.
Wyszedł, ale nie przyszedł do mnie po lekcji.
W kolejnym tygodniu rozmawiałem z nim na szkolnym placyku o jego zachowaniu, podczas gdy jego koledzy stali obok. Cała piątka patrzyła na mnie, jakbym był śmieciem.
- Zachowujcie się normalnie - powiedziałem - inaczej nie bedziecie mile widziani na moich lekcjach. Cobus, ostatnio byłeś nieobecny. Prawdopodobnie nie chcesz przebywać ze mną w klasie. Będziesz się zachowywał normalnie, albo zostaniesz wyproszony.
W trakcie lekcji Cobus krzyknął do ucznia, ktoremu próbowałem coś wytłumaczyć:
- Włóż sobie korek w tyłek! Albo jeszcze lepiej: połknij widelec!
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Cisza! Cobus, za drzwi!
Do jego rodziców wysłano dwa listy w związku z homofobicznym zachowaniem ich syna, ale nie było żadnej reakcji.
W tydzień potem wchodzi Cobus jako ostatni na lekcję; pytam go:
- Cobus, chcesz normalnie uczestniczyć w lekcji, czy też będziesz kontynuował swe zachowanie?
- Ach, cioto, zamknij się.
- To zaszło za daleko - powiedziałem - Nie życzę sobie mieć cię wiecej na lekcji. Twoi rodzice otrzymają zaproszenie na rozmowę. Teraz nie chcę z tobą więcej pracować.
- Jeśli moi rodzice przyjdą - powiedział i wyszedł.
Ku memu zdziwieniu klasa była cicha jak mysz. Każdy w spokoju zajął się pracą. Nawet chłopcy z tyłu zachowywali się normalnie. Uczniowie ośmielili się zadawać pytania. Byłem psychicznie i fizycznie wykończony, ale mój wybuch gniewu i nieobecność Cobusa podziałała dobrze na klasę.
Następnego dnia rozmawiałem z Iris z komisji Seksualnego Zastraszania i Dyskryminacji.
Gdy wszystko jej opowiedziałem, powiedziała:
- Peter, nie możemy nic dla ciebie zrobić. Wiesz, że mozemy interweniować tylko, jeśli nauczyciel zrobi coś wobec ucznia, nie odwrotnie. Chciałabym być obecna podczas rozmowy, ale nie w imieniu komisji.
Chociaż zrozumiałem bardzo dokładnie po co komisja została powołana, bylem zadowolony, że Iris mnie poparła. Cobus i jego ojciec przyszli razem na spotkanie. Wciąż patrzył na mnie lekceważąco.
Gdy jego ojciec wysłuchał całej opowieści, powiedział:
- Bardzo przepraszam; mogę wyjść na chwilę? Muszę się otrząsnąć.
Wyszedł i wrócił po około dwóch minutach.
- Przepraszam za zachowanie mojego syna. Miałem pub i homoseksualiści byli naszymi najlepszymi i najfajnieszymi klientami. Nie ma z nimi żadnych problemów. I teraz muszę przyjąć, że mój syn jest homofobem?
Odwrócił sie do Cobusa i powiedział:
- Teraz pana przeprosisz. Nie zrobisz tego, to zabiorę cię ze szkoły i możesz iść pracować. Nie będę płacił tyle na szkołę, gdy ty obrzydzasz życie swemu nauczycielowi.
Cobus złożyl swoje ’szczere’ przeprosiny i powiedział, że więcej się tak nie zachowa.
Znów wrócił do klasy i zachowywał się normalnie. Przyjaciółmi nigdy nie zostaliśmy, lecz przez cały czas, który tam spędziłem, bylo to do wytrzymania.

Powyższe fragmentum to rozdział De homofoob z książki Petera van Maarena ‘Mijn meester is een homo’, Uitgeverij SWP Amsterdam, 2004.

Książkę mam od wczoraj, dużo jeszcze nie przeczytałem, ale mam wrażenie, że facet strasznie sztywno pisze.