Dwa tygodnie temu jestem na siłowni i dzielnie zmagam się z kolejnymi ciężarami. Podchodzi Oliveira i pyta się mnie z uśmiechem, czy może jestem mu w stanie powiedzieć, dlaczego pani pracująca dziś na recepcji uznała za stosowne poinformować go, że ‘Kallipygos już tu jest’. Zamurowało mnie. Z panią co prawda tego dnia rozmawiałem, ale na temat przedłużenia mego karnetu na wrzesień i on się w tej dyskusji nie pojawiał.
Minęło parę dni i Oliveira poinformował mnie, że Ruud - jedenm z trenerów - zapytał go ‘czy Kallipygos dziś będzie?”, na co odparł z przekąsem ‘a skad mam wiedzieć?’
Dziś natomiast umówiliśmy się na siłowni o 11ej. Przyszedłem, pobrałem klucze od Sanne. Oliveira się spóźnił, był ok 11.30. Przychodzi i mówi, że Sanne dając mu klucze poinformowała go z uśmiechem, że ‘twój przyjaciel już tu jest’. On zapytał ‘Sanne, co wam się stało, że nagle uznaliście informować jednego z nas, że drugi już tu jest? My tylko ćwiczymy razem’ na co ona odparła ‘Ekhm, myślałam, że to taki bliski przyjaciel‘. Skończyliśmy ćwiczenia, schodzimy razem na dół i Sanne do Oliveiry z uśmiechem ‘Twój przyjaciel jest już na dole’, oddaje mu kartę po czym cały czas z tym szelmowskim uśmiechem na twarzy, patrząc mi w oczy zwraca mi moją i mówi ‘miłego dnia!’.
Zastanawia nas, co się stało, że nagle po tylu miesiącach zaczęli nas uważać - i dawać nam to zrozumienia - za parę. Czy pewnego dnia siedli razem przy piwie i któreś rzuciło ‘ten Oliveira/Kallipygos to tu bardzo często z Kallipygosem/Oliveirą ćwiczy….’ Nie, żeby mi to przeszkadzało, ale co niektórzy powinni popracować na refleksem. Z drugiej strony, te komentarze mówią też coś o postrzeganu par homo w Niderlandach; jakoś nie wyobrażam sobie podobnych uwag w Rzeczypospolitej.