poniedziałek, 17 listopada 2008

Brzydki Polak po szkodzie

Dziś. Supermarket. Godzina - przed 19tą. Stoimy z Oliveirą w kolejce do kasy. Ludzi dużo, do każdej kasy gromada chętnych. Z braku lepszych zajęć zabijamy czas wyłapując z tłumu co ciekawszych czarnoskórych. W pewnym momencie mój wzrok pada na jednego faceta w kolejce obok:
Ja - Zobacz, jaki ładny łysy pan za mną stoi.
O - (rozgląda się) Ten w białej bluzie?
Ja - Ten właśnie.
O - Śliczny.....rzeczywiście........
Obiekt naszych krytycznych obserwacji wyglądał następująco. Wyobraźcie sobie typowego polskiego dresiarza. Już? To teraz mnożymy przez dwa. Twarz okrągła, rzecz jasna nienaznaczona myśleniem, pokryta bruzdami będącymi nie wiem czego wynikiem. Karku brak, łysy, budowy przysadzistej. Odziany był w ciemne spodnie i białą bluzę (z ciemnymi stawkami). Był z kolegą - blondynem. Kolega przy dobrze dobranym oświetleniu mógłby uchodzić za Holendra.
Od razu pojawiła się myśl: ciekawe czy Polak?
Ja - Zobacz, mają pełen koszyk piw; ciekawe, czy Polacy.
O - (w jakimś niespodziewanym przypływie patriotyzmu) - Nie można na podstawie kilku piw przesądzać o tym, czy są Polakami, czy nie.
Ja - Wolałbym, żeby o tym przesądzała zawartość koszyka, a nie szpetota.
Tu rozmowa zeszła na inne tory, po kilku minutach jednak nasze kolejki się zrównały i do uszu naszych doleciał język, oczywiście polski.

Brak komentarzy: