środa, 17 września 2008

Notka poranna

Był jeden facet, którego ślubna obrączka podziałała na mnie tak, że prawie podarłem jego bieliznę sciągając ją z niego. W kontekście jego małżeństwa....był albo doswiadczony w homo-seksie, albo urodzonym geniuszem. Jednakże, w pewnym momencie naszego coitus, zaczął zwracać się do mnie "little whore", którą oczywiście nie jestem. Lecz jak tu się sprzeciwić? Jakakolwiek uwaga zniszczyłaby kompletnie nastrój spotkania, który był, tak poza tym, więcej niż odpowiedni. Nie mogłem też w sposób stanowczy zabronić mu dostępu do moich najskrytszych zakamarków, gdyż w sumie nie było nawet części moich najskrytszych zakamarków, do których by już nie dotarł. Wkrótce jednak sytuacja dała mi idealną możliwość ocalenia mej czci a mój refleks był choć raz na tyle szybki, by natychmiast to wykorzystać. Tak więc, po raz pierwszy w życiu, zamiast połknąć - wyplułem.

wtorek, 16 września 2008

Mission 'coming out': failed

Wyobraźcie sobie, że mam problemy z wyautowywaniem się w pracy. Nie, nie biją i nie wyzywają, zwalniać też nie chcą (przynajmniej na razie). Po prostu nie wierzą. Do tej pory wiele razy spotkałem się z opinią, że jestem ‘zbyt męski’ i że po mnie ‘nie widać’. Od jakiegoś czasu robię co mogę, żeby było widać; jak się okazuje, wciąż za mało.

Coming-out I.

Od jakiegoś czasu kręci się koło mnie XR. XR ma ok 20 lat i jest nowym kelnerem w Zakładzie Pracy. Na każdym kroku zagaduje do mnie, zaczepia, choć nasze rozmowy dotyczą głównie jego podchodów do płci przeciwnej.
W sobotę dopadł mnie w kantynie podczas śniadania. Pobrał jakąś tam wędlinę, dosiada siędo mnie i pyta (pokazując wędlinę):
- Jadłeś już to?
- (spoglądam) Tak, chorizo, jadłem.
- Dobre?
- Owszem, ostrawe, ale ja lubię.
- (podając mi plasterek) Chcesz?
- (z pewnym niepokojem) Nie dziękuję, już jem coś innego. Poza tym, nie wydaje mi się, żebyś był odpowiednią osobą, żeby mnie karmić.
- Ale dlaczego?
- (z rezerwą) Jakieś mam takie dziwne wrażenie….

Po raz kolejny dopadł mnie w niedzielę.
- Cześć, jak leci?
- Nie najlepiej….
- Czemu?
- Bo jest niedziela, 8.10 rano, a ja jestem w pracy. Powinienem być w łóżku.
- Tak! Z fajną dziewczyną….!
- Nie! Z fajnym facetem!
Poszedłem. Myslałem, że do niego dotrze, że o sprawy męsko-damskich to ja mam dość mgliste pojęcie. Niestety. Wczoraj siedzimy (Ja, XR oraz Brazylijska Maruda) w kantynie podczas śniadania. Nagle XR pyta nas - też sobie wybrał interlokutorów: dwa homiki, a BR wręcz ociekla orientacją - czy mielibyśmy chęć przespać się z główną supervisor jakiegoś tam działu (właśnie weszła). Patrzę na BR, BR na mnie. Obaj mamy miny pod tytułem ‘wolelibyśmy popatrzeć jak schnie farba’.

Coming-out II.

Wczoraj. Stoję w pracy w zaułku i piszę smsa. Podchodzi Big Black Woman i pyta:
- Co robisz?
- Piszę smsa.
- A do kogo? Do dziewczyny?
- Nie, do ex.
- Aaaaa, do ex-dziewczyny!
- Nie, do ex-chłopaka!
- Jesteś gejem?!
- (lekko poirytowany) Jak to?!
- No….skoro masz ex-chlopaka, to znaczy, że jesteś gejem.
- (spoglądam jej w oczy) To widocznie jestem….
- (przygląda mi się) Kłamiesz! Nie jesteś gejem, tylko tak mówisz!
Zacząłem już w myślach szukać osoby z zakładu pracy, z którą chciałbym jej udowodnić, że jednak jestem homo)
- Jesteś pewny?
- (liczę do 10) Tak, jestem pewny.
- (z entuzjazmem) To dlatego masz takie piękne włosy! Wszyscy geje mają takie piękne włosy!
Opadło mi wszystko. Poszła.

Podchodzi dziś znowu. Stoję z Latinho. Zaczyna mnie gładziś po końskim ogonie.
- Nie dotykaj mnie ty….
- Ha! Czyli jednak jesteś gejem!
- Tak, a czemu tak myślisz?
- Bo nie lubisz, gdy cię kobieta dotyka!
- Nie, ja po prostu nie lubię, gdy ktoś mnie gładzi po włosach!
- (dotyka mojego przedramienia) A tu można?
Wtrąca się Latinho.
- Dajże mu wreszcie spokój! Odpowiedział ci: nie lubi, gdy się dotyka jego włosów. Koniec!
Poszła.
Ciekaw jestem, co będzie dalej.

Czy można się komuś bardziej wyautować niż mówiąc wprost: jestem homo? Teoretycznie można, tzn mogłaby mnie najść w jednoznaczbej sytuacji z jakimś facetem. Niemniej, nie wierzą, albo mają problem z uwierzeniem. Zaczyna mnie to męczyć. Jeszcze trochę, a ja zacznę mieć wątpliwości. Z drugiej strony, dziś na siłowni nie miałem.

I jeszcze na zakończenie.
W Zakładzie Pracy co jakiś czas ochrona sprawdza torby przy wyjściu. Przez pół roku pracy jeszcze mnie nie sprawdzali - w sumie nie wiem, co można wynieść z hotelu - ale wczoraj mnie dopadli: Ramon i T.
R. - Hej, jak się masz? Chcielibyśmy ci sprawdzić plecak.
J. - Jasne, nie ma sprawy.
Ramon przegląda i mówi:
- Same ubrania, a więc nie jedziesz teraz do domu…?
- (z uśmiechem) Nie, nie jadę. (jechałem na siłownię).
Sprawdził, koniaku nie znaleźli, wyszedłem.
Dopiero na zewnątrz dotarło do mnie, że powinni mnie sprawdzać, gdy będę miał nie plecak, a standardową torbę na ramię. Tam nie byłoby ubrań.
Durex’y - 2, 80 euro.
Swiss Navy - 7,95 euro.
Mina Ramona, który wyciąga to z mojej torby - bezcenne.
Zmarnowało się.

niedziela, 14 września 2008

'....vates sim'

Nie wiem,
co mam o tym
myśleć,
a z tym,
co mi mój
mózg
podsuwa,
czuję się

parszywie

:(