Mieszkańcy Houston protestują przeciw sprzedaży w ich mieście meksykańskiego komiksu, którego bohaterem jest Memin Pinguin, twierdząc, że jest on rasistowską karykaturą czarnoskórych.
Meksykanie od 60 lat z uwagą śledzą przygody meksykańsko-kubańskiego chłopca o imieniu Memin Pinguin. Memin ma czarną skórę, wydatne usta i nieco odstające uszy. Jego wyolbrzymione cechy do tej pory nikomu nie przeszkadzały. Od kiedy jednak komiks zaczęto sprzedawać w sklepie Wal Mart w Houston, rozpętała się burza.
Czarnoskóra Shawnedria McGinty była wstrząśnięta, kiedy zobaczyła na okładce komiksu Memina, który, jej zdaniem, przypomina krzyżówkę czarnego chłopca z małpą. Jako że McGinty nie zna hiszpańskiego, kupiła sobie słownik, z pomocą którego usiłowała zrozumieć, o czym jest komiks. Nie zmieniła jednak zdania na temat publikacji, która, według niej, jest obrazą dla ludności czarnej.
Protest McGinty i Quannela potępiła mniejszość meksykańska z Houston. Dla nich Memin to figlarny, sympatyczny chłopiec, który pomaga swojej matce sprzedając gazety i czyszcząc buty. “Memin to wyjątkowa postać. Uczy dzieci tolerancji i uczciwości” - powiedział CNN Meksykanin Javier Salas z radia WRTO z Chicago. “Kochamy go i szanujemy, dlatego oskarżenia, iż jest on postacią rasistowską są naszym zdaniem absurdalne” - dodaje Salas, radząc krytykom komiksu, żeby zajrzeli do jego środka, a nie sugerowali się tylko wyglądem bohatera.
Jest takie miejsce zbiegu dróg,
gdzie się spotyka z zachodem wschód….
I w tym właśnie miejscu pewien gość - nazwijmy go dla uproszczenia Kleintje - postanowił wziąć się za wydawanie queer-książek. Doszedł do wniosku, że nie ma co iść na pierwszy ogień z 500-stronicową monografią pt. “Byłżebym to był zrobił? Archaiczne formy perfektywne w użyciu mniejszości seksualnych”*. Zdawał sobie bowiem sprawę, że taka pozycja na rynku byłaby wprawdzie kamieniem, ale nie milowym w literaturze homoseksualnej, ale raczej takim u szyi. Zaczął więc od komiksu. Przetłumaczył, wydał, puścił na targi książki i….się załamał. Okazało się bowiem, że….osoby do których komiks był adresowany (i o których społeczności opowiadał) uważają, że przerysowuje on rzeczywistość. Że oni wcale tacy nie są. Że się tak wcale a wcale nie zachowują. Że oni go nie chcą, że oni są normalni. Że to nie o nich i już. Jeszcze zanim komiks wyszedł pojawiły się głosy, że to czyste porno, i że tak naprawdę to on bardziej szkodzi niż pomaga, bo jeśli wpadnie w heteryckie łapy, to oni zobaczą, że my to……. Tak jakby heterycy komiksów nie wydawali, a o sexie to tylko od księdza słyszeli, że zły jest. O.
Komiks dostałem w swe ręce i….lałem po nogach z uciechy. Podobnie Oliveira (d. Szacowny Eksmałżonek). Czy to znaczy, że komiks jest o nas, a nie o Was, kochani?
*mam nadzieję, że taka książka nigdy nie zostanie napisana….