sobota, 6 grudnia 2008

Czego pragną faceci (I)....

....a zwłaszcza jeden, którego podrzucił mi wczoraj Darq. Otóż na IS ma profil pewien jegomość.

Ów jegomość umieścił na portalu dwa artykuły; jeden pod frapującym tytułem "Do tego, kto rozumie..." a drugi pod demaskatorskim "Przyczyny patologii srodowiska homoaseksualnego".

Oba teksty znakomite jeśli chodzi o doktrynę, co pozwolę sobie Wam w kilku fragmentach przytoczyć, aczkolwiek bez przesady, gdyż jest to trochę taka Wirtualna Polonia, tylko w wersji homo.

Dziś tekst pierwszy. Zachowano pisownię oryginału, usunięto jedynie błędy w kodowaniu znaków.

Dlaczego homoseksualiści nie rozumieją, czym tak naprawdę jest wierność i jakie jest jej znaczenie? Dlaczego trzeba im wciąż i wciąż łopatologicznie tłumaczyć coś, co dla mnie jest oczywiste od kołyski?!

Szybko pojął. Ja mam lat 28 i muszę Wam wyznać, że przez większość życia się nie tyle wiernością, co nawet związkami między ludźmi nie interesowałem. Tu zaś proszę - idea wierności pojęta w kołysce.

Wierność obejmuje sferę duchową, psychiczną, emocjonalną i fizyczną. Oznacza oddanie jednej osobie przez całe życie. Prawdziwa wierność nigdy nie jest odpychaniem pokus, lecz ich niedostrzeganiem, doskonałą obojętnością na nie. Wierność nie jest wyrzeczeniem, lecz lekką i radosną konsekwencją miłości.

Ja tam nie wiem, jak to jest z prawdziwą wiernością. Jeśli z kimś jestem to z nim jestem i choćby mi przed nos postawiono Najśliczniejszego Księciunia w całym Zabawkowie i powiedziano 'Bierz i jedz", to i tak nic by z tego nie było. Akurat teoretykiem wierności jestem słabym, ale z pratyką idzie mi całkiem nieźle.

Niewierność/zdrada/wiarołomstwo to każde zachowanie, które nie mieści się w powyższej definicji. Fantazje dotyczące fizycznej bądź emocjonalnej bliskości z osobą trzecią są niewiernością. Lubieżne oglądanie się za innymi jest zdradą. Korzystanie z treści pornograficznych jest wiarołomstwem.

Niewierność. Czy każda więź emocjonalna z osobą trzecią jest niewiernością?

Zdrada. Ciekawe podejście. Ja się za facetami na ulicy oglądam i gdy byliśmy jeszcze z Oliveirą razem potrafiliśmy pokazywać sobie co poniektórych chłopaków w A'damie na zasadzie "zobacz, ten jest śliczny". Kto czyta bloga Oliveiry wie, jaki miał tuż przed rozstaniem ze mną przypadek, a mimo to nie skorzystał z okazji, choć była jedną z tych, że uległby nawet Ojciec na Pustyni. Zdecydowanie preferuję taką wierność.

Pornografia? Ohhhh, I don't use porn; I enjoy erotica chciałoby się pojechać klasykiem.

Monogamia to pozostawanie w związku intymnym z jedną osobą w danym czasie.

Czas, jak wiadomo, to pojęcie względne. Niemniej, idąc za tą wybitną myślą, miałem w swoim życiu więcej monogamicznych związków, niż mi się do tej pory wydawało. Niektóre były co prawda dość króciutkie, ale monogamiczne.

Monogamiczność to wrodzona lub nabyta niezdolność do posiadania więcej niż jednego partnera w ciągu życia.

Nie. To coś takiego to nie monogamiczność a psychiczne skrzywienie polegające na odrzucaniu ludzkiej seksualności i kompletna nieumiejętność cieszenie się życiem. No, chyba, że jest się kobietą wychowaną w średniowieczu.

Czystym seksualnie 'nieużywanym seksualnie' jest człowiek, który nie posiada żadnych doświadczeń seksualnych z innymi osobami.

Czyli mieszkańcy Ziemi do mniej więcej - takie założenie - 14 roku życia. Są jednak miejsca, gdzie współżycie płciowe zaczyna się wcześniej.

Absolutna czystość seksualna oznacza brak jakichkolwiek doświadczeń seksualnych, także autoerotycznych, oraz brak potrzeby/chęci zdobycia takowych.

Ten fragment podoba mi się najbardziej, zwłaszcza ten o autoerotyce. Zastanawiam się, gdzie chował się autor, który ten tekst spłodził i jakie potworne ilości bromu w niego ładowali, że nawet nie pomyślał o czymś takim jak onanizm. Od dawna wiadomo, że jest to naturalna droga do poznawania reakcji własnego ciała a tu proszę: idziemy w zaparte i rączki zawsze na kołdrze.

Dlaczego jest tak ważne, aby partnera intymnego cechowała czystość seksualna i monogamiczność?
Z człowiekiem używanym seksualnie nie sposób czuć się dobrze. Może można się z kimś takim niezobowiązująco bawić, ale jak tu dźwigać z nim brzemię codzienności, jak cierpieć, jak płakać?! Ilekroć widziałbym rękę partnera używanego, przed oczyma stawaliby mi wszyscy ci, których ona dotykała. Nie chciałbym, by osoba używana przygotowywała mi posiłek, by dotykała czegokolwiek w moim domu, o moim ciele nie wspominając.

Chciałem z tego miejsca poinformować wszystkich, których używałem i którzy mnie używali, że gardzę Wami, zrywam znajomość i od dziś możecie mi się nie kłaniać. Chociaż nie! Z Rhabdo mieszkam, z W. mam kontakt na blogu, z Czarnym Księciem na msn a Oliveira dobrze gotuje.

Z partnerem używanym seksualnie nie można czuć się bezpiecznie. Jeżeli miał kogoś przed Tobą, to znaczy, że na Twoim miejscu teoretycznie mógłby być ktoś inny, i jest dziełem przypadku, że akurat Ty się na nim znalazłeś.

Gdyby to było dziełem przypadku to - powołując się na związek z Oliveirą - na moim miejscu mógłby być 38letni zakłamany facet, który umieszcza poronione teksty o wierności na homoportalach i pieprzy bzdury o "używanych ludziach", a jednak zamiast niego z Oliveirą byłem ja. Czyli chyba nie przypadek.

JEŚLI NIE JESTEŚ PIERWSZY, NIE ŁUDŹ SIĘ, ZE BĘDZIESZ OSTATNI (jeśli jesteś pierwszy, też nie możesz mieć gwarancji, że będziesz jedyny).

Ależ ja się nie łudzę:) Jakbym mógł. Przecież potencjalny partner mógł już uprawiać sex z własną ręką, albo, co gorsza, z obiema (naraz!). Poza tym, musiałbym być większym skurwysynem niż sam się sobie wydaję, żeby wymagać od partnera, żeby, gdy mi się coś stanie (np. krew mnie zaleje podczas czytania takich wypocin w internecie) resztę życia spędził sam skrapiając łzami wierności chwile, które spędził ze mną. Przyznacie, że to byłoby niezłe.

Priorytetowym zadaniem związku jest zapewnienie partnerowi i sobie materialnego i emocjonalnego bezpieczeństwa, a osobnik używany dać go nie może. Jego ręka może wytrzeć Ci łzy, ale nie może zabrać twojego bólu; może Cię przytulić, ale nie może dać Ci ciepła. Każda osoba, którą Twój partner miał przed Tobą, odgradza Cię od niego niewidzialnym murem.

A ciekawe czemu nie może? Łzy to mi może wytrzeć obcy chłop na ulicy, gdy wywinę orła na przystanku (i jestem przekonany, że jeśli strzaskam kolano to on mojego bólu nie zabierze).
Co do tego muru złożonego z ex-ów, to przecież wystarczy, że rąk używał i już przepadło.

Partnera nieczystego seksualnie nie można szanować.

To w takim razie niewielu ludzi na Ziemi jest godnych szacunku.

Ręce człowieka prawego i szlachetnego nazywa się czasem 'czcigodnymi'. Czcigodne ręce ma się ochotę ściskać, tulić do policzków, całować. Jak błogo jest móc u kresu życia ująć pomarszczoną rękę partnera i całować ją ze wzruszeniem i wdzięcznością, obficie skrapiając ją łzami! Za to, że była tylko nasza, że dotykała tylko nas i tylko nam służyła.

Państwo wybaczą, ale jedyne, co mi się ciśnie na usta, to: co to, @$$%$@!&^&, za poroniony bełkot. Czy autor dotarł już do kresu życia (bo kres zdrowia psychicznego już osiągnął), że wie jak to jest błogo ściskać tę rękę? 38 lat i już koniec żywota?

Nie można się czuć kochanym ani pożądanym przez człowieka używanego seksualnie.

Można.

Wczoraj miał kogoś innego, dziś jesteś Ty, a jutro, według wszelkiego prawdopodobieństwa, będzie jeszcze ktoś inny.

Tak to się ma rzecz np. z mleczarzem, ale taka już jego praca, że klienci się zmieniają.

A przecież 'kocham Cię' znaczy 'Jesteś dla mnie najważniejszy, teraz i zawsze. Moja miłość to żar namiętności, ale i zobowiązanie, że kiedy ów żar się wypali, będę trwać przy Tobie do końca moich ziemskich dni. Wybrałem Cię świadomie z sześciu miliardów ludzi i chcę być tylko z Tobą. Gdybyś nie istniał lub gdybym Cię nie odnalazł, byłbym sam przez całe życie'.

E, nie, to nie tak. Wielu potencjalnie interesujących ludzi nie istnieje, ale to nie znaczy, że mamy być sami.
A co do żaru, to owszem, on się potrafi wypalić, ale wtedy zamiast się męczyć trzeba go albo rozniecić, albo zalać palenisko wodą, żeby się obie strony popiołem nie poparzyły.

Człowieka używanego seksualnie nie można pożądać. Związek miłosny może z powodzeniem obyć się bez seksu (związek homoseksualny wręcz powinien), ale to nie znaczy, ze partnerzy powinni nie być dla siebie atrakcyjni erotycznie!

Mi się udaje, ale to widać trzeba praktyki.
A to ciekawe, czemu akurat związek homoseksualny powinien obyć się bez seksu? Smaczku dodaje ta atrakcyjność partnera, gdyż jeśli ma być bez seksu, to mamy tu do czynienia z umartwianiem się: zobacz, jaki jestem śliczny, ale ty nie będziesz miał ze mną rozkoszy; co więcej, nie wolno ci mi mieć rozkoszy z samym sobą nawet, jeśli myślałbyś o mnie.

Większość ludzi odrzuca wyobrażenie użycia czegoś, co z zasady przeznaczone jest do użytku osobistego (czyli przez jedną osobę), jak np. bielizny osobistej, grzebienia, przyborów do golenia itp. Tym bardziej jest niepojęte, jak ci sami ludzie potrafią pożądać kogoś, kto posiadał i sam był posiadany przez inną osobę. To jak żucie przeżutej i wyplutej gumy balonowej.

Słyszył?! Ty, któremu pisane jest być moim mężem?! Ty, ty.....ty gumo :D

Reasumując: TYLKO PARTNER, KTÓRY NIE MIAŁ NIKOGO PRZED TOBĄ I, WEDŁUG WSZELKIEGO PRAWDOPODOBIEŃSTWA, NIE BĘDZIE MIAŁ NIKOGO PO TOBIE, MOŻE DAĆ CI SZCZĘŚCIE.

W przypadku autora chodzi o dobrego psychiatrę, który dobierze silne prochy a potem powierzy pacjenta sprawdzonemu terapeucie (sprawdzić, czy nie ksiądz).

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że bawiliście się świetnie. Co prawda, dla Was już za późno, jako "nieużywani seksualnie partnerzy/partnerki" jesteście już dla świata straceni/stracone (zakładam, że właśnie takie osoby mnie czytają). Niemniej, miło wiedzieć, że są na świecie ludzie czyści, idealni, którzy wiodą szczęśliwe życie bez seksu. Nie wiem, jak Wy, ale ja po lekturze tego tesktu czuję się taki ludzki.

Tekst drugi jakoś, kiedyś, przy okazji.

Miłego weekendu.

Brak komentarzy: