Myslałem o tym wpisie wczoraj, ale, jak już wspominałem, doszedłem do wniosku, że notka taka byłaby zbyt osobista. Dziś jednak trafiłem na naszym nowym blogasie na wpis dr Trettera na temat promocji homoseksualizmu przez Szwedów i pomyslałem, że w sumie czemu nie; w końcu nie napiszę nic strasznego. Zatem…….nie będzie o promocji a o zarażaniu się homoseksualizmem. Jeden poseł prawicowy - umysł wybitny, przy okazji dyskusji o związkach rejestrowanych/partnerskich/homoseksualnych (do wyboru) powiedział kiedyś, że uchwalenie ustawy o ww. doprowadzi do zwiększenia się liczby osób o orientacji homoseksualnej. Czyli - podążając za tą odpierajacą wszelakie argumenty logiką - nasuwa się nieodparty wniosek, że mozliwe jest ustawowe zwiększenie odsetka homików (i homiczek) w społeczeństwie, ewentualne zarażenie drogą ustawową niczego nie podejrzewających i bogu (do wyboru) ducha winnych Polaków. Muszę Wam powiedzieć, że coś w tym jest. Naprawdę. Nie nabijam się. No, może trochę.
Był rok MMDCCL od założenia Miasta. Lat miałem 16. Był koniec kwietnia. Niedziela. Piękna, wiosenna pogoda. Miało wtedy miejsce wydarzenie, po którym Kallipygos, choć technicznie ten sam, był już inny. To znaczy nadal miał rączki, nóżki i śliczną pyzatą buziuchnę, ale coś sie jednak zmieniło. Nie była to jakaś ekstrawagancja a i liczba personarum dramatis zamykała się moją skromna osobą. Niemniej, właśnie tego kwietniowego dnia, w godzinach między 11.30 a 12.30 - BŁYSK! OLŚNIENIE! ILUMINACJA! - obudziło sie we mnie zainteresowanie mężczyznami. Do tego dnia, jak przystało na potomka patriotycznej (jeden dziadek w armii Berlinga a drugi komendant MO+pradziadek po Niemcach) i katolickiej rodziny, interesowały mnie dziewczęta, przy czym słowo interesowały nie przekładało się jeszcze na praktykę, gdyż, jak pisze MA, poza zwykły wiek pozostałem czystym. Wiem, młodzież teraz szybko dojrzewa, ja widocznie dostawałem za mało pestycydów.
Wracając do zarażania. Nie wiem, czy pamiętacie, jakie wiekopomne wydarzenie miało miejsce w kwietniu owego roku. Świta coś? Jeśli nie, to przypomnę, że właśnie w kwietniu Zgromadzenie Narodowe uchwaliło ustawę zasadniczą. Powiem więcej: ówczesny prezydent, Kwaśniewski Aleksander, chcąc by motłoch (=suweren i najwyższy prawodawca czyli lud) dowiedział się co w ustawie stoi, zarządził rozesłanie jej po domach. My też dostaliśmy i, jak latwo zauważyć, dość szybko się zaraziłem. W sumie nie ma się czemu dziwić, bo to nie jakaś pierwsza z brzegu ustawa, tylko konstytucja, czyli róznica w szybkości zarażania też powinna być zasadnicza.
Na zakończenie: cała ta historia jest oczywiście kłamliwa, oszczercza, godzi w podstawową komórkę społeczną - rodzinę i została wyssana z palca razem z krwią matki. Homoseksualizmem nie można się zarazić inaczej, niż drogą płciową, tzn jeśli Cię matka urodziła homikiem/homiczką, to już takim/taką pozostaniesz. Inaczej rzecz ma się z głupotą: najpowszechniejsza forma zakażenia to droga katolicko-prawicowa, nie działają żadne szczepionki, zaraza wciąż grasuje.
A obrazek, jak wszystko u mnie, bez związku.
Nie mówię ‘dobranoc’, bo może jeszcze coś dziś skrobnę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz