czwartek, 11 września 2008

Szanowny panie Adonai

Stuk, stuk, stuk, stuk, stuk. ENTER!

!Wachtwoord of loginnaam onbekend!

- Co jest?

Stuk, stuk, stuk, stuk, stuk. ENTER!

!Wachtwoord of loginnaam onbekend!

- Ki czort?!

Stuk, stuk, stuk, stuk, stuk. ENTER!

!Wachtwoord of loginnaam onbekend!

- $%#&**^&#@$%$#ona sieć! GABRIEL!
- Tak….., Panie?
- Od godziny próbuję się zalogować, żeby sprawdzić, czy ludzkość ma do mnie jakieś prośby lub żale i nic. Macie tam jakieś problemy?
- Provider bez porozumienia z nami zdecydował o zmianie nazw kont użytkowników. Musimy zaaktualizować dane i uzyskać nowe IP, w przeciwnym wypadku - jesteśmy odcięci.
- Jaki znów provider, i jakie znowu IP?! Mówże po ludzku: czy to robota tego z dołu?
- Nie. Lucyfer jest czysty. Sprawdziliśmy. Chociaż u nich sieć działa bez problemu.
- Więc kto za to odpowiada?!
- Papież….
- Eeee, coś ty, papież nie żyje.
- Żyje….oni się zmieniają co jakiś czas. Wojtyła umarł, ale Ratzinger jeszcze dycha.
- Ach, prawda, prawda, to ten co był w NKWD czy jakoś tak?
- W Hitlerjugend, o Wszechmogący.
- No mówię przecież. Zaraz, jak to go Azazel nazwał? To jakoś tak z angielska było, niechże se przypomnę!
- Szczur Śpiewak, Panie Boże….
- O, właśnie, Rat Singer, kapitalne to było, kapitalne, ryczeliśmy z uciechy jak bobry. Co on zatem tam wymyślił?
- Zdecydował, że nie będziesz się już, Panie, nazywał Jahwe…..
- *mruga oczami* Tylko…..
- Adonai, o Zsyłający Plagi……
- *wyparskując gniew nozdrzami* A czemu tak…?
- Wydali “rozporządzenie, zgodnie z którym na polecenie Papieża w obrzędach liturgii należy unikać stosowanego dotąd biblijnego imienia Boga: Jahwe. Zamiast niego, w trzeba używać odpowiednika żydowskiego słowa Adonai, czyli Pan.
- Czy ten Niemiec ma narąbane w tym siwym łbie?! Co ja jestem!? Czy ja jestem jakimś kolesiem z portalu, żeby mu nicka edytować?! Że jednego dnia hung_black_boy a drugiego tight_twink21? Już kiedyś się przyczepił do limbus puerorum, a teraz to! O, znalazł się reformator! 2000 lat się do Jahwe modlili, ale się im, widać, znudziło. Co będzie następne? Stolica Apostolska na Grenlandii?!
- To by akurat było niezłe….
- Oj, Gabriel, byłoby śmiechu, już widzę, jak im papamobile wpada w poślizg a niedźwiedzie szarpią pielgrzymów, ale za co tak karać Eskimosów? To, że w nas nie wierzą, to jeszcze nie powód. Zróbmy najpierw porządek z wyznawcami. Co on tam jeszcze powiedział?
- “W obszernym uzasadnieniu kard. Arinze podkreśla, że Żydzi unikali wypowiadania imienia Boga, uważając je za zbyt święte”.
-
Brawo! Nagle doszli do wniosku, że będą się wzorować na starotestamentowych. Szybko; patrz, siedli, 2000 lat siedzieli i wymyślili: Adonai lepiej pasuje. Może lepiej się układa na języku? A może Niemiec ma problem z wymową? Czy im się wydaje, że religia to takie coś, przy czym można tak majstrować i zmieniać według uznania?
- To może ukaż mu się, Panie, we śnie, i powiedz, że źle czyni?
- Ech, sam już nie wiem. Kiedyś było łatwiej. Podpalało się krzak, chowało za wzgórzem i można było takiemu Mojżeszowi każdy kit wcisnąć. Jakbym odstawił teraz taki numer z jakimś gościem, to pewnie zacząłby go gasić, bo ekologia itd. I co jeszcze? Internety, kamery, wolnomyślicielstwo, ateizm atakuje, a jakby tego było mało własni urzędnicy brużdzą na każdym kroku, imiona bogom zmieniają. Pluton też się nie spodziewał i co? Planetę mu zabrali…..
- To co robić, o Burzycielu Sodom?
- Czekać. Może nas wreszcie połączą….

Tak, moi drodzy, nie ma łatwo. Pozostaje cieszyć się, że Matka Nasza - Kościół jest blisko spraw ziemskich a czuły na dobro owieczek Papież jednym podpisem rozwiązał tak palącą i nie cierpiącą zwłoki kwestię, jaką było imię pańskie. Teraz może być już tylko lepiej.

Czy wierzycie w cioty...?

Zanim zaczniesz, drogi czytelniku czytać tę notkę, przygotuj sobie butelkę koniaku i dużą szklankę (nie ma się co rozdrabniać). Masz? To teraz usiądź w wygodnym fotelu, takim, żebyś się nie zsunął. Zaczynamy.

Z forum Gazeta.pl

Zaczyna mamamartinka.

moj maly ryczal w nocy.... myslalam ze to zeby nawet watek tu dalam o tym.
pisalyscie mi zebym dala viburcol to o 11 w nocy wyslalam meza po te
czopki.... 2dni temu bedac u mojej mamy poszlam z malym na spacer i sasiadka
do mnie podeszla mowi ze fajny chlopak a potem ze jest zaciotowany.....
poszlam do mamy a ona zlizala mu czolko i plula w cztery katy( he he) nie
wiezylam ale nie dalam malemu czopka na noc a on mi spokojnie przespal
pierwszy raz!!!!cala noc bez krzykow..... teraz to mi spokoju nie daje......
co o tym myslec???? bujda czy cos w tym jest???

Pojawia się pierwsze pytanie, co to znaczy 'zaciotowany'. Ja skojarzenie miałem, przyznaję się, jedno, zwłaszcza po tych czopkach.

Odpowiada agusia.m

Zaciotowany to inaczej zauroczony.Kidyś też miałam taki przypadek
myślałam,że synuś ma kolkę.Do akcji wkroczyła moja mama,sprawdziła
mu językiem czoło-było słone,a skąd u takiego maluszka,który tylko
na cycusiu,który nawet jeszcze łez słonych nie ma, sól na
czole.Wygoniła nas z pokoju,urok odczyniła i cudowne dziecko.Podobno
czerwona kokardka z bozinką nie wystarcza,jak ktoś zachwyca się
dzieckiem,to w duchu należy powtarzać "w dupie dziura od uroku".Ja
choć w zabobony nie wierzę, to tak robię cały czas,nawet teraz jak
dzieci większe,żeby grzeczne były.Pozdr.

Zabrała też głos kulunia.

Pierwsze słyszę :) Ja jestem trochę sceptyczna jeśli chodzi o takie klimaty, no
ale jeśli dziecko miałoby mi przespac całą noc, to czemu nie :)) Julka ma 8
miesięcy i ani jednej nocy przespanej. Kiedyś słyszałam o przelewaniu wosku nad
główką dziecka. Zrobiłam to ( tonący brzytwy się chwyta ) no ale bez rezultatu.
Ponoc u kogoś tam się sprawdziło.

Powiał też zefirekk:

możesz jeszcze wykąpać w czarcim żebrze - nazwa normalna to ostrożeń warzywny. - generalnie, niby to wszystko to zabobony, ale ja tam wierze, że ludzie mogą mieć nieczyste intencje - sama czasami kogoś przeklne albo sobie pomyślę coś na kogoś - kto wie jak to potem działa na tą osobe - może spać nie może :P hehe.

Tak czy siak, ja jestem zaopatrzona w ostrożeń i czerwoną kokardkę :) nawet jeśli nie pomoże to nie zaszkodzi ;D

Pojawiły się też głosy rozsądku mik-lo:

Dokładnie. Co za bzdury i zabobony.
Chyba nie po to chrzcicie dzieci żeby potem nad nimi jakieś czary odprawiać?
To Bóg strzeże moich dzieci, a nie jakaś czerwona kokardka...
Najbardziej mnie ubawiło to słone czółko, bo niby skąd, ano stąd że dziecko
właśnie na piersi ma prawo się spocić zwłaszcza na główce, no a pot jak wiadomo
słony jest.

Babutka:

kurcze, gdyby nie ten internet, to bym myslala, ze uczestnicze w dyskusji rodem
ze sredniowiecza...

Trzeci_kot1:

- jaka kokardka? Jaka bozinka? Lizanko po czole na odegnanie zlych
duchów??? Kobiety opamietajcie się - jesli dzieci Wam zachorują to
co? Włożycie je do pieca na 3 zdrowaski?

Mógłbym wstawiać jeszcze, tylko po co. Na początku miałem wrażenie, że to prowokacja, ale chyba nie (no, może uczestniczki i uczestnicy się wczuli).
Przypominam, że mamy XXI wiek, zderzamy cząsteczki i latamy w kosmos (a nasze rakiety nie są przewiązane bozinką).
Wychodzę. Na siłownię. I mam nadzieję, że nikt mnie tam nie zaciotuje.
Żeby nie było wątpliwości - ja tam w cioty wierzę.

Za zwrócenie mi uwagi na ten wątek na forum biję pokłony Oliveirze. You’ve made my day.

wtorek, 9 września 2008

Negatief of positief?

W ramach dalszego sprawdzania swego stanu zdrowia (patrz sprawa Siostry Chlamydii), w środę dwa tygodnie temu udałem się do Naszej Kochanej Panienki, gdzie odebrano mi część mej krwawicy celem dokonania testu na HIV i jeszcze jakieś świństwa. I tak, jak zawsze: zabezpieczam się, ale….
Natychmiast po wykonaniu testu - i powrocie do domu - zauważyłem, że media zaroiły się od informacji na temat zakażeń. Okazało się, że internet jest pełen informacji na temat szalejącego wirusa/nagłego wzrostu zachorowań/niezabezpieczania się/etc. Nagłówki w stylu “HIV w natarciu!” biły po oczach. Na PWGay pojawił się post chłopaka, który właśnie się przebadał i okazało się, że jest pozytwny. (po kolejnych testach wyszło na szczęście, że jest zdrowy, niemniej, ślad w moim mózgu pozostał). Zacząłem nagle żałować, że poszedłem zrobić ten test, że powinien nabyć go w aptece i wykonać w domu po kryjomu.
Wyniki miały być za kleine week.
Kleine week minął szybko, ale ja byłem zajęty, więc na wizytę u lekarza celem otrzymania wyników - w Niderlandach badają Cię w szpitalu po czym wyniki wysyłane są do Twojego lekarza, nie dostaję się ich do łapki - umówiłem się dopiero wczoraj.
Humor miałem całkiem niezły, zaczęło się dopiero po południu w pracy. A co jeśli….? Komu powiedzieć? Jak? A poza tym, kto mi to dał? Kiedy? Jak? Mój kochany mózg pracował na pełnych obrotach i podsuwał mi coraz to nowe fascynujące scenariusze. Odbijało mi do reszty. Er was een duivel in mijn hoofd….

O dziwo, spałem całkiem nieźle.

Wstałem o 7 rano - bo wizyta o 8.10 - prysznic, balsamy, perfumy, śniadanko….i diabeł pojawił się znowu.

Wyszedłem.

Wparowałem do praktijk. Arts zaprasza mnie do gabinetu - mój mózg szybko dokonuje porównań: on ma jakis dziwny wyraz twarzy….przeważnie jest bardziej uśmiechnięty….coś jest nie tak….

Siadamy:
On - Więc, chciałbyś zobaczyc wyniki testu…..
Ja (stan śmierci klinicznej) - Tak, chciałbym.
On (obraca monitor w moim kierunku) - Proszę….

Negatywny.