piątek, 28 listopada 2008

De libris

W księgarni. Rozmowa z E. Kupiła 1859 dni Bartoszewskiego oraz cośtam Murakamiego, o którym wiem tyle, że G. go lubi. Padło pytanie co ja czytam? Dotarło do mnie po raz kolejny, że jestem pod pewnymi względami uszkodzony. Otóż od dłuższego czasu książki, które wpadają mi w ręce, można zaliczyć do:
- literatury zawodowej.
- książek historycznych (ale raczej monografie a nie powieści historyczne).
- biografie.
- Pratchett.

Ad. 1.
Tu zaliczamy wszystkie opracowania dotyczące językoznawstwa, gramatyki (tak wiem: jak można czytać gramatykę?! Można. Ostatnio czytam fińską), artykuły, klasyków literatury antycznej, etc.

Ad. 2.
Historyczne, czyli…..historyczne. Nic z rodzaju “Sekretne życie Watykanu” czy “Wszystkie kobiety J. Kaczyńskiego”. Nie, chodzi mi np. o książki z serii Rodowody Cywilizacji PiWu.

Ad. 3.
Znowu PiW, czyli Biografie Sławnych Ludzi. Z innymi mam już problem.

Ad. 4.
Pratchett. Po prostu Pratchett.

Nie wiem dlaczego, ale mam straszny problem z przekonaniem się do książek, w których są dialogi (akceptuję Pratchetta). Z biografiami jest tak, że muszą dotyczyć osób, o których już coś tam wiem i któer mnie w jakiś sposób urzekły. Okazuje się, że dla mnie książka musi dotyczyć jakiegoś problemu, który jest w niej dokładnie omówiony, rozważone są różne hipotezy, etc.

Dziś spędziłem 1,5 w Empikach i Trafficu. Zaliczyłem wszystkie działy. W oko wpadły mi: My, topielcy o duńskich żeglarzach, kilka książek Coetzee’a, biografia Piłsudskiego, Gombricha O sztuce, Brzydota i Piękno (podwójne wydanie) Eco, Diuna Herberta, Humboldta O myśli i mowie, Chłopiec z Włoch Bessona, trochę polskiej fantastyki……wyszedłem z Pratchettem.
Jeśli ktoś potrafi mi przywrócić umiejętność czytania innych książek, niech da znać.

Zakończenie:
Będąc w Trafficu doznałem olśnienia. Wittgenstein! Jego mi potrzeba. Do czynu! Ruszam do Info. Zanim doszedłem dopadła mnie myśl czy będą umieli zapisać nazwisko? Pytam panią o Ludwiga. Widzę, że pani pisze Wil…. Wilt… Wit… Przez DWA ‘te’ - mówię. Niestety, nie ma.
Empik. Z miejsca ruszam do Info. Czy coś Wittgensteina dostanę? Jaki autor? Wittgenstein. Puk, puk, puk, puk. Przez V czy przez W? Przez W i przez DWA ‘te’. Nie ma.

Ja wiem: jestem stary, jako pierwszy wynurzyłem się z zupy życia, widziałem padające dinozaury, podpalałem krzak Mojżeszowi i byłem przy splądrowaniu Magdeburga, ale do mojego mózgu z trudem przeciska się fakt, że osoba pracująca w księgarni nie wie, jak się pisze Wittgenstein.

Czas umierać.