sobota, 3 stycznia 2009

Pogodynka

Macie czasami tak, że wydaje Wam się, że jesteście jedynymi normalnymi? Ja tak mam prawie zawsze, gdy docierają do mnie informacje z PL, lub gdy słyszę np. subtelne i głębokie rozmowy moich rodaków w komunikacji miejskiej.
Było kilka lat temu, w zimie. Jechałem 102jką do IFK. Autobus był starym rzęchem, który koło systemu grzewczego nigdy nawet nie stał, więc temperatura w środku była nader orzeźwiająca. Okutany w płaszcz siedziałem wciśnięty między ścianę a współpasażerkę (pasażera, nie pamietam). Obok Pani w Szubie rozmawiała z Panią w Kożuchu i w pewnym momencie ich dyskusja zeszła na temperaturę. PwS stwierdziła odkrywczo, że jest mróz (owszem, z 5 stopni było). PwK zgodziła się uprzejmie, po czym zdemaskowała spisek wrażych meteorologicznych sił oznajmiając, że ‘od piątku’ ma być ‘minus dziesięć’. PwS zaniemówiła z wrażenia, ślina zamarzła jej w kącikach ust a szron osiadł na wąsach. a PwK pokiwała ze zrozumieniem głową, po czym obie zaczęły się rozwodzić co też ta pogoda wyprawia, kto za tym stoi i czyim interesom to służy.

Dziś czytam:

Kilkanaście tysięcy radomian pozbawionych było ciepłej wody i ogrzewania. W sylwestra pękły rury na osiedlach Południe i Michałów. Tak wielkiej awarii nie było w Radomiu od trzech lat, na razie nie wiadomo, co ją spowodowało. Obecnie trwa nawadnianie sieci i podgrzewanie wody. Skutki awarii szybko powinny zniknąć dziś po południu.

Wstyd mi za tych z Radomia, chciałoby się powiedzieć, ale czytam dalej:

Meteorolodzy ostrzegają, że Polska pozostaje pod wpływem mroźnego, arktycznego powietrza. Śniegu jeszcze przybędzie, a temperatury w nocy spadną nawet do 11 stopni poniżej zera. Pogoda nie sprzyja również kierowcom. Jezdnie są śliskie, a w wielu miejscach zalega błoto pośniegowe.

Przepraszam, ale ja czegoś tu nie rozumiem. Mi się zawsze wydawało, że w PL zimy są dość mroźne, śnieżne i ogólnie w dość drastyczny sposób różnią się od innych pór roku. Że - nie zaczyna się zdania od ‘że’ - jest to kraj, gdzie jeśli temperatura zleci do minus dzwudziestu, lub nasypie śniegu na pół metra, to nie jest to wcale nic wielkiego, trzeba się jeno cieplej ubrać i po krzyku.
Mam natomiast wrażenie, że mieszkańcy tego kraju zachowują się, jakby ich albo nagle przerzucono z Afryki i każda zima była pierwszą w ich życiu, lub jakby nagle Polska z miłej strefy równikowej wzięła kurs na Morze Barentsa. W grę wchodzi też jakaś ogólnonarodowa meteorologiczna zaćma, ale jakoś mi się nie chce wierzyć. Do tego, że zima nawet przychodząc w styczniu jest w stanie zaskoczyć drogowców przywykłem, do tego, że kogoś dziwi - 11 stopni w PL jakoś nie mogę. Gdyby taka temperatura zapanowała w Niderlandach, to oczywiście zima stulecia, stan wyjątkowy i Wilders sprawdzający, czy mróz nie jest muzułmaninem, ale dzieciaki miałyby radochę z jazdy na łyżwach po zamarzniętych kanałach, ale w PL????
————————–

Cudowne zjadłem śniadanko.
Zasadniczo staram się, żeby mi wieczorem tyle zapasów w domu zostało, żebym się rano nie musiał ruszyć do sklepu. Dziś jednak z premedytacją się ruszyłem. Spożyłem: 3 gotowane parówencje z 2 kromkami ziarnistego chleba, 2 kruasanty + szklanka kefiru, a na koniec dobiłem się kawą, zwykłą - bez żadnych świństw w stylu cukier, śmietanka, czy mleko, gdyż kawę, tak jak jeszcze kilka rzeczy, lubię czarną.

Miłego dnia.

piątek, 2 stycznia 2009

Yo! Wazzup my bitches!?

Dzieńdobrywieczór w nowym roku, 2009 o ile ktoś się kiedyś nie rymnął w obliczeniach.

Sylwester się udał. Do grona znajomych dołączyły nowe osoby, czyli Jednorożec, Norka, Valmy, Zofia oraz Guinness, tzn. Guinnessa już znałem wcześniej, ale dopiero teraz sobie pogadaliśmy.
Było dużo radości, jak np. wtedy, gdy Valmy zaczął rozprawiać o jakimś zwierzęciu hodowlanym, które specjalnie się kastruje, żeby było wydajniejsze (lepsze do utuczenia). Tu powołał się na przykład kota, który “jak wiecie robi się duży i tłusty po obcięciu jaj….” orację przerwała jednak Norka wchodząc mu w słowo “widzę, że ty swoje jeszcze zachowałeś”. To fakt, Valmy jest dość drobny:)
Było smacznie i różnorodnie. Spotkanie było u Francuzów, więc było kilka typowo francuskich potraw - patrz pamiatki - oraz trunków. Muszę Wam powiedzieć, że dyskusja z Francuzem o winach jest czymś niesamowitym. Poza tym, było widać, że był zadowolony z mojego zainteresowania historią Francji oraz tym, że nie byłem w tej materii totalnym ignorantem.
Był moment dramatyczny, tzn wtedy, gdy po obejrzeniu fajerwerków mieliśmy opuszczać taras, oczyściłem glany ze śniegu, i z aparatem w jednej ręce i czymś jeszcze w drugiej ruszyłem zrobiłem krok na schody po czym mgnieniu oka znalazłem się na dole. Podobno wszyscy którzy obserwowali z góry mój lot odetchnęli z ulgą widząc, że się podnoszę po czymś takim o własnych siłach. Cóż, jeśli ktoś liczył na koniec Kallipygosa, to musi jeszcze poczekać. Żyję, plecy wyglądają jak po ostrym s/m, a noga jak po obiciu kijem, ale żyję. Miejsce, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę też doszło już do siebie. Mokre glany i lakierowane schody to ryzykowne połączenie.
Było naukowo, czyli dyskusja z Zofią o łacinie, grece i langue vivante.
Było po prostu przyjemnie: pomijając imprezę główną, mam na myśli leżakowanie i śniadanko u Jednorożca, z gospodarzem i Oliveirą.
Było ‘chemicznie’. gdyż Guinness ma coś takiego, co sprawia, że ‘ja’ ignoruje wszystkie negatywne cechy jego wyglądu a znajduje dużą przyjemność w rozmowie z nim i zastanawia się, czy miałoby chęć na coś więcej. Dziwne….
Co jeszcze? Mam dwie nowe pamiątki - muszle. W jednej mieszkał Armand a w drugiej Liliane, czyli pierwszy ślimak i pierwsza ostryga, jakie w swym życiu zjadłem.
Poza tym - Amsterdam wciąż śliczny. Moje miasto.

Na zakończenie: 2 stycznia 69 roku armia Germanii Inferior obwołała swego dowódcę, Aulusa Witeliusza, cesarzem, wprowadzając na scenę drugiego aktora roku czterech cesarzy.