środa, 2 lipca 2008

The Sodom & Gomorrah Show

Sytuacja ta miała miejsce już jakiś czas temu, ale stwierdziłem, że jednak ją opiszę.

Pracuje ze mną obywatel Ghany - P.. Religijny jak diabli, na dodatek na najgorszym możliwym poziomie: biblię traktuje w charakterze źródła historycznego, w którym przytoczone fakty nie podlegają dyskusji, a dodatkowo totalny gospel, czyli proste pieśni o tym, jaki bóg jest wielki i wspaniały a ludzie są jego dziećmi.

Któregoś dnia siedzę w kantynie, przychodzi P. Siada ze swoim rodakiem i zaczynają dyskusję na temat "faceta w ciąży". Z tego tematu płynnie przechodzą na gejów i ich niemożność posiadania dzieci. Ja siedzę z boku i czekam, jak się dyskusja rozwinie. Wtrąca się ich rodaczka, że bycie homo jest od człowieka niezależne a niemożność nieposiadania dzieci nie dyskwalifikuje osób homo jako członków społeczeństwa. Kolega P., niezrażony krytyką ze strobny koleżanki, powołuje się na biblię i "mające oparcie w źródłach" zniszczenie Sodomy i Gomory. Nie wytrzymałem. Wstaję, podchodzę do dyskutantów i mówię: Drogi P., z moim chłopakiem próbujemy mieć dziecko, próbujemy co wieczór. Na razie nam się nie udaje, ale jest cholernie przyjemnie. Nie odpowiedzieli nic, ja wyszedłem z kantyny. Od tamtego momentu nie padł przy mnie żaden tekst na temat homoseksualizmu.

Brak komentarzy: