poniedziałek, 7 lipca 2008

Ben je gastgericht?

Dziś będzie anegdota pracowa, bo po wieczorze spędzonym w kinie na komedii romantycznej + dwóch piwach i za małej ilości kalorii nie stać mnie na więcej.

Jak być może niektórzy wiedzą, pracuję w hotelu, nie jakimś byle jakim, ale wypasionym 5 gwiazdkowym+wszystkie szykany.
W czwartek, ok 22ej dopada mnie jeden z kelnerów i mówi:

Słuchaj, jaka akcja: mamy gości, jakichś biznesmenów, chyba szamponami handlują, bo cały stół zawalony próbkami. Kolacja, wino, wszystko super, wołają kelnera. M. rusza w ich kierunku, podchodzi, na pełnej prędkości rzuca "Nie, dziękuję, ja już dziś myłem głowę" i skręca w drugi róg sali. Kolesi zamurowało.

Jako osoba szkolona w zaspokajaniu gości na wszelkie sposoby pytam, czy M. nie bał się, że po czymś takim goście pójdą ze skargą do naczelstwa. Odpowiedź:

A chuj im w dupę!*

Obsługa na najwyższym światowym poziomie.

* uwielbiam, gdy heterycy (nad)używają przy mnie tego tekstu

Brak komentarzy: