piątek, 10 października 2008

Pożegnań czar

Na początku anegdota.

Jakoś w lipcu miałem swoją pierwszą (i zarazem ostatnią, czyli w sumie dwie) evaluatie, czyli pogadankę z Szefową. Szefowa powiedziała mi, jak ona widzi moją pracę oraz pytała mnie, jak ja ją widzę (pracę, nie Szefową). Były jakieś punkty, średnie, wykresy.

Na zakończenie zapytałem, czy jest ktoś, kto ma ze mną jakiś problem, czy też wszyscy happy.
Powiedziała, że wszyscy są zadowoleni, że jestem w zespole.
Powiem szczerze, że ta odpowiedź mnie nie zachwyciła. Nie jestem osobą, którą można tak po prostu, jak gdyby nigdy nic, lubić. Zawsze trafiał się ktoś, kto miał ze mną jakiś problem i te problemy traktowałem jako swoiste votum zaufania, bo oznaczały, że ci, którzy powinni być irytowani, są irytowani. Tu natomiast niespodzianka tzn. coś się popsuło.

Koniec anegdoty.

16 września wygasał mój kontrakt z Zakladem Pracy i ze dwa tygodnie wcześniej wybralem się do HR celem zapytania, czy mogą mnie przenieść do innego działu. pytano mnie, czy nie jestem szczęsliwy tam, gdzie jestem (byłem! musiałem się nawet na odsysanie szczęścia zapisać, tyle go miałem) i o podobne rzeczy. Koniec końców okazało się, że nie mogą mnie przenieść, ale żebym przedłużył kontrakt zaproponowano mi 14 dniowy okres wypowiedzenia w miejsce miesiąca. Rzecz jasna, każda strona ma dwa medale, oni też mogli się mnie szybciej pozbyć. Podpisałem.

Przedwczoraj przychodzę do Szefowej i mówię, że chciałem zakończyć współpracę. Pogadaliśmy, podliczyliśmy pozostałe dni urlopu i ustaliliśmy, że teraz pracuję bez weekendu, ale za to moim ostatnim dniem pracy jest piątek 17 X. Bomba.
Gdy wychodziłem tego samego dnia Szefowa podeszła i mówi, że oni nie wiedzą, od kiedy liczy się ten okres wypowiedzenia, a Labrador (nasz kolejny szef) jest zdziwiony, że ja mam klauzulę 14dniową, że ona pewnie dotyczy tylko internal, czyli przejścia do innego działu, itp, itd, etc.
Acha, zaczyna się, pomyślałem.
Denerwowałem się, bo nie wiedziałem, co wymyślą.

Przychodzę wczoraj, widzę, że Labradod rozmawia z Dobrą Panią z HR, natomiast Szefowa woła mnie do siebie. Pokazuje mi grafik na przyszły tydzień, mówi, że rozmawiała z HR, ani słowem nie wspomina o internal (w ogóle nie wraca do wczorajszej rozmowy) i akceptuje mój pomysł, żeby przyszły piątek był ostatnim dniem.

Teraz puenta.

Labrador ogólnie jest miły, zagada, klepnie w plecy, etc. Przedwczoraj też się odezwał, zapytał, co u mnie, czy nie ma żadnych problemów (oczywiście, że żadnych!), po czym wpadł na Szefową, która mu oznajmiła, że odchodzę.
Wczoraj natomiast nic, ani dzień dobry, ani do widzenia, olewa mnie totalnie (nie, żebym zabiegał o atencję), nie odzywa się, mam wrażenie, że jest dziko wściekły.
Czyli jednak potrafię kogoś zirytować.

W tym wszystkim najbardziej szkoda mi Dobrej Pani HR. Zaproponowała mi tę klauzulę, by mnie zatrzymać, a mam wrażenie, że teraz jej się oberwie, że pozwoliła mi odejść prawie z dnia na dzień. Ona jest chyba za uczciwa do tej roboty.

Brak komentarzy: