Jeden z ‘moich Latynosów’ - nazwijmy go dla uproszczenia Latinho - zapytał mnie w początkach mojej pracy w miejscu pracy, czy mam chłopaka, a usłyszawszy odpowiedź ‘nie’ odparł ‘dobrze wiedzieć'. Jakiś czas później wyciągnął mnie na piwo - wyciągnięcie polegało na zaliczeniu 3 homo-barów (w sumie wtedy dowiedziałem się, że jest homo, gdyż wcześniej rzucał jakieś teksty odnośnie kobiet i małżeństwa) - i chociaż do niczego specjalnego nie doszło, to uważam - a może nadinterpretuję - że w kilku przypadkowych zetknięciach naszych np. rąk za mało było przypadku. Nie, żeby mi jakoś specjalnie zależało, ale zasadniczo wolę wiedzieć, czy ktoś ma na mnie chęć, czy tylko potrzebował podparcia, bo się potknął.
Na początku lipca Latinho poznał jakiegoś Niemca, ale nie bardzo wiedział, czy to jest to, i w ogóle nastawiony był sceptycznie. Po dwóch tygodniach było już OK, zaczęli do siebie jeździć, etc. Potem jakoś się nie widzieliśmy - jakoś nie trafialiśmy na siebie, byłem chory, potem urlop (w sumie z miesiąc) - i spotkałem go dopiero w zeszłym tygodniu. Zapytałem, jak tam Niemiec. Latinho odparł, że Niemiec przyjechał, spędzili upojny weekend, wrócił do siebie, po czym przestał odbierać telefony oraz odpowiadać na maile i smsy. Filozoficznie skomentowałem, że “zdarza się”. Latinho zgodził się, że się owszem zdarza, tylko że niesamowicie go wkurza, jeśli ktoś jednego dnia leży z nim w łóżku, zachwyca się jego ciałem, robi mu tak….(w tym momencie jego ręce zaczęły z pasją obiegać moją szyję i górę klatki piersiowej)….a następnego dnia zachowuje się, jakby się nigdy nie spotkali. Pogadaliśmy jeszcze chwilę i wróciliśmy do zajęć.
Wczoraj spotykam Latinho na korytarzu. Ów podchodzi, swoim zwyczajem kładzie mi dłoń na przedramieniu i zaczynamy gadać. W tym momencie zbliża się B. i konspiracyjnym szeptem mówi do mnie ‘uważaj, gdy cię tak dotyka, on jest homo’. No, teraz to żeś mi oczy otworzył. Latinho oburzony odpowiada “o co ci chodzi? przecież tylko trzymam go za rękę a nie robię mu tak!” w tym momencie powtórzył zabieg z poprzedniego tygodnia, z tą różnicą, że zajął się całą górną połową mojego ciała. Zdębiałem. Mimo wszystko nie jestem przyzwyczajony do takich zagrywek w miejscu pracy. Dodatkowo doswiadczenie czegoś takiego po raz kolejny w ciągu paru dni sprawiło, że zacząłem się zastanawiać, czy on nie szuka okazji do podotykania. Nic to. Po chwili jego gdzieś zawołano a my ruszyliśmy dalej. Z godzinę później wpadamy z B. i Azjatą na Latinho, który właśnie - jako jeden z szefów kucharzy - nadzoruje wywóz jakiegoś tam pożywienia. Podchodzimy i częstujemy się chrupiącymi kiełbaskami. Po chwili sięgam po kolejną, na co Latinho spogląda na mnie i beznamiętnym głosem stwierdza ’so you like sausage….” Tekst ’so you like sausage’ oraz niczego nie sugerujące uśmieszki pojawiały się ze strony B. oraz Azjaty jeszcze później w ciągu dnia, gdy tylko trafiliśmy na Latinho.
W sumie mam trochę dysonansu. Z jednej strony wiem, że na część zachowań powinienem patrzeć przez ‘kulturowe okulary’ oraz że kwestię dotyku nawet heterycy traktują u nas w pracy dość swobodnie, z drugiej nikt inny się wobec mnie tak nie zachowuje. Bez względu na to, o co mu chodzi, wolałbym mieć jasność. Z trzeciej strony, przynajmniej się nie nudzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz