Ten blog zaczyna się robić jakiś taki osobisty; zupełnie, jak nie mój, ale widocznie w takiej jestem fazie.
O mojej fascynacji czarnoskórymi mężczyznami wiedzą wszyscy, którzy mnie trochę bliżej znają (a ci, co nie znaja, właśnie się dowiedzieli). Nie wypieram się: oni po prostu potrafią być o wiele bardziej atrakcyjni niż biali (tak się zostaje rasistą:)). Jeden z naszych wspólnych (tzn. moich i Oliveiry) znajomych zapytał go ‘a co oni mają takiego, czego ja nie mam?’. Jedna odpowiedź pcha się na usta ‘a chcesz, żebym ci powiedział?’. Oczywiście kolor skóry nie jest czynnikiem decydującym, lecz miłym (i pożądanym) dodatkiem, tak samo jak np. zarost. Mając do wyboru mężczyzn o takich samych przymiotach, z tym, że jeden jest biały, wybieram tego drugiego. Nie wiem, czy czytające mnie białe homiki się obrażą; pragnę tylko zauważyć, że heteryków strasznie uwiera, jeśli dziewczyna wybiera czarnego. Zaraz pojawiają się wzmianki o kurwach i leceniu na wielkiego, czarnego ch*ja.
Do rzeczy.
Gdy pojawiła się sprawa Simona Mola, mój jedyny komentarz dotyczył zabezpieczania się. Wystarczy kawałek gumki i można spać (prawie, bo diabeł nie śpi) spokojnie.
Ostatnio pojawiły się wzmianki, że Mol jest tak chory, że ma wyjść z aresztu. Rzeczpospolita (gazeta, nie ojczyzna nasza) zamieściła szereg artykułów (wywiadów) z poszkodowanymi. W jednym (w Klubie KiK) kobiety mają żal do władz, że dały się łobuzowi omamić i przygarnęły go na ojczyzny łono, w drugim (wygooglanym) przypisują Molowi chęć zniszczenia zachodniego świata (za pomocą HIV) i istnienie kilku(set) Simonów, którzy zostali wytresowani i w tym zbrodniczym celu grasują po Polsce. Siąść i płakać. Jeszcze trochę a Tusk zechce kastrować i czarnoskórych.
Dlaczego o tym wspominam? Otóż pojawiło się w mym życiu czarnoskóre stworzenie. Pojawiło się dość przypadkowo i dziś rano poleciało do Curacao (na długo). W sumie z ostatnich 5 wieczorów 3 spędziliśmy razem + jakieś tam jeszcze kilkugodzinne ochłapy. Deklaracji miłości nie było, tylko deklaracje o byciu w kontakcie. (może to i lepiej, bo jeden 5dniowy romans już w tym roku przerabiałem, skończyło troszku dziecinnie i niepoważnie)
W trakcie naszych spotkań daliśmy sobie to, co dać chcieliśmy. Kwestia zabezpieczania się nie pojawiła się w naszych rozmowach. Nie musiała. Żaden z nas nie wychodził z założenia, że musi się zabezpieczyć, bo ten drugi jest biały/czarny a z takimi to nigdy nie wiadomo. Po prostu bezpiecznie i już. Nie zastanawialiśmy się też dlaczego miłościwie nam panująca Beatrix pozwoliła każdemu z nas wjechać do Niderlandów nie wykastrowawszy go prewencyjnie.
Na zakończenie dodam, że jestem w pewnym stopniu w stanie zrozumieć zarażone dziewczyny, że szukają winnego. Nie jestem w stanie zrozumieć głupoty dziennikarzyn, które/którzy przeprowadzają wywiad tak, żeby im pasował do tezy.
HIV nie ma koloru.
W sumie taka notka o niczym.
Tęsknię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz