Ta notka bedzie romantyczna; bedzie w niej sex - no prawie, będa pieniądze, a że w romantyzmie losy bohaterów poznajemy fragmentarycznie i niechronologicznie, więc….
….Zeszły tydzień w miejscu pracy. Jest u nas zwyczaj, ze raz w miesiącu są rozdzielane napiwki. Pieniądze z napiwków przysługują każdemu, gdyż kierownictwo wychodzi z założenia, że jeśli klient miał gest, to miał go nie tylko dlatego, że kelner był uroczym i uprzejmym cherubinkiem, ale także dlatego, że talerz był czysty a zupa nie była za słona. Na głowę przypada w miesiacu ok 160 euro (zależy od miesiąca); w opisywanym przypadku było to 130 euro (wakacje, mniej gości). Szedłem korytarzem. Cisza i spokój, dosownie nikogo. Wracam. U wejścia do room service leży plik banknotów. Oko kasiarza z miejsca dostrzega, że jest to 2×50+2+10, czyli dzisiejsza działka. Rozglądam się. Nikogo, tylko w room service siedzi jeden z kelnerów. Podnoszę forsę, wchodzę i mówię, że znalazłem. On się łapie za kieszeń (faktycznie pusta), zaczyna mi dziękować, mówi, jaki to ja jestem miły, że och, ach, etc. Pożegnałem się i poszedłem. Pieniądze musiały być jego, gdyż w tak krótki czasie nikt poza nim nie zdążyłby się pojawić, pieniędzy zgubić i zniknąć. Mnie zastanawia co innego. Otóż nie rozważałem, czy mam mu te pieniądze oddać, czy może zatrzymać. Po prostu podniosłem i podszedłem do niego. Ale wiedziałem, że to 130 euro - nie, żeby to była mała kwota, ale czy gdyby leżało 5 stów, to zachowałbym się tak samo? Sądzę, że tak. A 8 stów? A 1000? A 2000? Przecież to nie kradzież. Leży. Podnoszę. Wszyscy zdrowi.
….Marzec 2008, Soho. Poszedłem na piwo. Naprawdę, nie jakieś tam gay hunt, po prostu na piwo. Siedzę, sączę to, co mi tam jeszcze w szklance zostało. Przysiada się gentleman. Wiek ok 40, urody zwyczajnej. Przysiada się i zaczyna rozmowę w stylu: jak leci, skąd jesteś, co robisz w A’damie, czy pogoda ładna i czy ryby biorą. W pewnym momencie pada pytanie, czy nie miiałbym ochoty na coś więcej. Mówię zgodnie z prawdą, że nie. No może jednak? Twardo ‘nie’. W tym momencie mój rozmówca prosi, bym się nie obrażał, ale proponuje mi gratyfikację w wysokości 50 euro. Ja bynajmniej nie obrażony - w końcu zaproponował mi taką samą stawkę, jaką za godzinę pracy biorą dziewczęta stojace w oknach - odpowiadam, że naprawdę nic z tego: z pieniędzmi, czy bez pieniędzy przyszedłem tu na piwo, ewentualnie z kimś pogadać (jeśli się ktoś miły trafi). Mój towarzysz dziekuje mi zatem za rozmowę i znika w tłumie bywalców.
Tak samo, jak w poprzedniej sytuacji nie było rozważania w stylu “to tylko 50 euro, co on sobie myśli”, po prostu nie będzie sexu i już. Ale tu znów pojawia się pytanie. A gdyby stawka była od razu wyższa, to czy nie nabrałbym na sex ochoty? Jestem singlem, on proponuje, ja się zgadzam, godzina i po krzyku, dajmy na to, że 500 euro w kieszeni, wszyscy zadowoleni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz