piątek, 2 stycznia 2009

Yo! Wazzup my bitches!?

Dzieńdobrywieczór w nowym roku, 2009 o ile ktoś się kiedyś nie rymnął w obliczeniach.

Sylwester się udał. Do grona znajomych dołączyły nowe osoby, czyli Jednorożec, Norka, Valmy, Zofia oraz Guinness, tzn. Guinnessa już znałem wcześniej, ale dopiero teraz sobie pogadaliśmy.
Było dużo radości, jak np. wtedy, gdy Valmy zaczął rozprawiać o jakimś zwierzęciu hodowlanym, które specjalnie się kastruje, żeby było wydajniejsze (lepsze do utuczenia). Tu powołał się na przykład kota, który “jak wiecie robi się duży i tłusty po obcięciu jaj….” orację przerwała jednak Norka wchodząc mu w słowo “widzę, że ty swoje jeszcze zachowałeś”. To fakt, Valmy jest dość drobny:)
Było smacznie i różnorodnie. Spotkanie było u Francuzów, więc było kilka typowo francuskich potraw - patrz pamiatki - oraz trunków. Muszę Wam powiedzieć, że dyskusja z Francuzem o winach jest czymś niesamowitym. Poza tym, było widać, że był zadowolony z mojego zainteresowania historią Francji oraz tym, że nie byłem w tej materii totalnym ignorantem.
Był moment dramatyczny, tzn wtedy, gdy po obejrzeniu fajerwerków mieliśmy opuszczać taras, oczyściłem glany ze śniegu, i z aparatem w jednej ręce i czymś jeszcze w drugiej ruszyłem zrobiłem krok na schody po czym mgnieniu oka znalazłem się na dole. Podobno wszyscy którzy obserwowali z góry mój lot odetchnęli z ulgą widząc, że się podnoszę po czymś takim o własnych siłach. Cóż, jeśli ktoś liczył na koniec Kallipygosa, to musi jeszcze poczekać. Żyję, plecy wyglądają jak po ostrym s/m, a noga jak po obiciu kijem, ale żyję. Miejsce, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę też doszło już do siebie. Mokre glany i lakierowane schody to ryzykowne połączenie.
Było naukowo, czyli dyskusja z Zofią o łacinie, grece i langue vivante.
Było po prostu przyjemnie: pomijając imprezę główną, mam na myśli leżakowanie i śniadanko u Jednorożca, z gospodarzem i Oliveirą.
Było ‘chemicznie’. gdyż Guinness ma coś takiego, co sprawia, że ‘ja’ ignoruje wszystkie negatywne cechy jego wyglądu a znajduje dużą przyjemność w rozmowie z nim i zastanawia się, czy miałoby chęć na coś więcej. Dziwne….
Co jeszcze? Mam dwie nowe pamiątki - muszle. W jednej mieszkał Armand a w drugiej Liliane, czyli pierwszy ślimak i pierwsza ostryga, jakie w swym życiu zjadłem.
Poza tym - Amsterdam wciąż śliczny. Moje miasto.

Na zakończenie: 2 stycznia 69 roku armia Germanii Inferior obwołała swego dowódcę, Aulusa Witeliusza, cesarzem, wprowadzając na scenę drugiego aktora roku czterech cesarzy.

Brak komentarzy: