czwartek, 8 stycznia 2009

Ot, taki jeden blogas

Dość długo korzystałem z portalu GW w celach informacyjnych. Jakiś czas temu jednak Oliveira zwrócił moją uwagę na tematy z forów, jakie są wyrzucane na stronę główną i w ten sposób narodził się blogas o problemach heteroseksualistów. Od czasu do czasu na pierwszą stronę trafiają różnego rodzaju blogi, które z takich, czy innych względów GW uznała za warte wypromowania. Wczoraj pojawił się tam wpis Pasjonatki Sportu pod jakże wdzięcznym tytułem Przystojniacy vs brzydale. A wygrywają prawdziwi kibice! Zapraszam (pisownia, rzecz jasna, oryginalna, gdyż gdybym ją wygładził, to niewiele by z tekstu zostało):

Znalazłam w sieci artykuł w którym przystojni piłkarze są konfrontowani z brzydkimi (?). Tekst ukazał się na dość poważnym portalu o piłce nożnej. Postanowiłam nad tematem przystanąć. Dlaczego? Ano dlatego, że już tyle razy w swoim życiu słyszałam, że oglądając mecz nie śledzę ich przebiegu, a spoconych piłkarzy.

Ledwie zaczęliśmy a już widać, że autorka nie jest pasjonatką polszczyzny: ‘oglądając mecz nie śledzę ich przebiegu a spoconych piłkarzy’. Moja droga, zaimek powinien zgadzać się pod względem liczby i rodzaju z rzeczownikiem. Jeśli uzyskanie takiej konstrukcji jest za trudne, proponuję powtarzać rzeczownik - nie będzie może ładnie stylistycznie, ale poprawnie.

Teraz więc kilka zdań wyjaśnień. Wszak tutaj na blogu o dziwo nikt mi jeszcze tego nie zarzuciła.

Jedziemy dalej: ‘nikt mi tego jeszcze nie zarzuciła’. Tu mamy albo przejaw daleko posuniętej zabawy słownej i przekornej feminizacji języka - ‘nikt’ w rodzaju żeńskim - albo kolejnego byka gramatycznego. Obstawiam to drugie.

W życiu prywatnym stało się to jednak normą. A więc panowie czytajcie uważnie!

Kibicem jestem wieloletnim.

Czyli jednak był to byk a feminizację języka szlag trafił, gdyż autorka ma zaburzenia płci (lub już ją zmieniła) i została kibicem. Takim męskim, żłopiącym piwo, spoconym, wąsatym gościem. W żadnym razie nie ciotą.

Moje notki mam nadzieję pokazują, że każdą sprawę znam dość dokładnie.

Nie będę sprawdzał, bo się boję. Nie zalewu informacji, ale stylu i gramatyki jakimi autorka się posługuje. Dość mi jednej notki, ale, jeśli komuś wola, do dzieła. Tak na marginesie, tekstu ‘każdą sprawę znam dość dokładnie’ spodziewałbym się na blogu prawnika.

Często potrafię się pokłócić z kimś kto opowiada kompletne bzdury o sporcie. Wiadomo jestem kobietą.

Nie wiadomo, ale tak samo, jak w przypadku poprzednich notek, tak i tu boję się sprawdzić. Jacyś/jakieś chętne?

A skoro kobieta, to nie ma prawa interesować się futbolem z pasji, ale tylko i wyłącznie z zamiłowania do wyglądu fizycznego zawodników, sportowców.

Ależ ma prawo. Ja nie bronię.

Ja zdaję sobie sprawę, że jest wiele takich dziewczyn/ kobiet, które tak przedmiotowo traktują sport. Przykład? Portal “ciacha. net”. Hit Internetu. Nastolatki zachwycają się Wlazłym, bądź sikają na widok Phelpsa. Ojjjj… coś co kompletnie do mnie nie trafia. Raczej budzi poczucie, że trzeba zerwać ze stereotypem.

Za portalem ciacha też nie przepadam, ale zastanawiam się, co gorsze: ów portal, czy też sposób, w jaki autorka zrywa ze stereotypami.

Drodzy panowie fakt jest taki, że rozrasta się w Polsce coraz szersze i gęstsze grono prawdziwych pasjonatek sportu, do których ja mam nadzieję się zaliczać. Stąd też mój nick.

Dobrze, że wyjaśniła, bo dwa dni się zastanawiałem i nie wymyśliłem, skąd jej nick. Panowie, a wiecie, skąd mój nick?

Mam nadzieję, że coraz bardziej rozpoznawalny i kojarzony z czysto merytorycznym podejściem do sportu.

Z rozpoznawalnością jest nieźle (a jeszcze kilka takich notek i będzie jeszcze lepiej), z całą resztą - zobaczymy.

Wciąż jednak, gdy na pytanie o hobby odpowiadam: kibicowanie. Widzę, szczególnie w oczach mężczyzn szok, zdziwienie, nie dowierzanie.

Gdybym zamiast monitora miał tu lustro, to we własnych oczach zobaczyłbym szok, zdziwienie, niedowierzanie, że można to napisać osobno. Być może autorka jest w stanie przedstawić zaświadczenie, że cierpi na dysortografię, dysleksję, dysgrafię oraz dyskotekę, ja jednak jestem taki wredny, bo złośliwość jest objawem ‘nie dorżnięcia’.

By na końcu rozmowy zauważyć, że osoba która trafiła na mnie, choć z początku zdawała się kibicem dobrze poinformowanym tak naprawdę nie wiele wie.Trudno takie życie…

Dość często mam tak, że osoby, na których bloga trafiam, niewiele wiedzą o ortografii. Trudno takie życie…

Pewnie oglądasz mecze, bo ci się C. Ronaldo podoba”. Tu koniec cytatu. To zdanie, które usłyszałam już parę razy wzbudza we mnie salwę śmiechu. Pan Ronaldo żeby mi się mógł podobać musiałby jeszcze wyglądać jak facet, a nie ciota.

Tu widzimy, jak autorce świetnie wychodzi walka ze stereotypami. Jeśli ktoś jest po solarce, jest użelowany, to musi być ciotą. Idąc tym cudownym demaskatorskim tokiem myślowym dochodzimy do wniosku, że każda kobieta, która się dobrze ubierze, umaluje musi być jeśli nie kurwą, to przynajmniej prowokatorką, której nie da się zgwałcić bo przecież ’sama tego chciała”. Nie dotyczy to rzecz jasna lesbijek, które, podążając za obalonymi przez autorkę stereotypami, muszą być zwaliste, wąsate i ryczeć basem oraz samej autorki, która nie wychodzi na ulicę inaczej, jak z kołtunem we włosach, brudna i ubrana w zgrzebne giezło. Nigdy nie sądziłem, że zostanę partyzantem C. Ronaldo, a tu proszę. Wot, paradoks.

Dobra dygresję i uszczypliwość zostawię na bok.

Czuję się uspokojony. Naprawdę.

Przytoczone zdanie jawi mi się jako absolutna płytkość mężczyzny, które je wypowiada.

To współczuję autorce mężczyzn, z którymi miała przyjemność.
Nie wiem, jak jest z mózgiem autorki, ale mój pozwala mi oglądać mecz rozkoszując się w tym samym momencie grą piłkarzy oraz wyglądem niektórych z nich (tu muszę się z autorką zgodzić - niech mi bogowie wybaczą - że Ronaldo nie jest w moim typie). Nie zawieszam się z powodu przeciążenia systemu. Naprawdę daję radę.

Mnóstwo kobiet gra w futbol, ogląda futbol, kocha futbol. Całe rzesze za emocje, a nie wyimaginowane postacie z murawy.

Wyimaginowane postacie?! O rany, a ja tyle lat myślałem, że oni naprawdę tam po tej murawie biegają….

(..)

Dyskusja pomiędzy facetami, który piłkarz jest brzydszy, a który mniej zdaje mi się więc samobójem. Tym bardziej, że wspomniany artykuł pojawił się na portalu futbol.pl. Tym bardziej, że czytają go głównie panowie.

E, kochana, bez przesady. Czytają go też cioty - choć ja akurat nie - które lubią się pozachwycać różnymi typami mężczyzn.

Tym bardziej, że to Wy zawsze chcecie uchodzić za tych dla których wygląd w piłce znaczenia nie ma.

Ależ ma! Żebyś jeszcze wiedziała jakie. Jeśli będę miał do wyboru oglądać piłkarzy dobrych i ślicznych lub tylko dobrych, to wybiorę tych pierwszych. Niemniej, sport oglądam dla sportu, a jeśli potrzebuję ładnych mężczyzn, to znajdę ich sobie w internecie i zapewniam Cię, że nie będą się bezproduktywnie uganiać za skórzaną kulą.

Ja na ten artykuł i w ogóle na takie sondy odpowiadam zawsze tak samo. Gdybym miała do wyboru randkę z C. Ronaldo, lub Waynem Rooney-em wybrałabym tego drugiego.

A ja postawiony przed takim wyborem, wolałbym posiedzieć na krześle. Sam.

Futbolista może wyglądać jak Quasimodo byle był piłkarzem najwyższej klasy.

Nie może, gdyż zakłócałby moje poczucie estetyki. Gdyby tam grała ‘jedenastka’ Jarosławów Kaczyńskich z ‘jedenastką’ Lechów Kaczyńskich, to niech mnie demony, ale nie byłbym w stanie tego oglądać, nawet jeśli byłoby to 22 najlepszych piłkarzy w historii.

Byle był kimś, kto nieustannie mnie zachwyca na boisku. Co z tego, że Żurawski jest przystojny jak nigdy nie był piłkarzem pokroju tych najlepszych. Wolałabym żeby był brzydszy, ale Celtic był dla niego tylko przystankiem w karierze do dalszych sukcesów, a nie końcem wszystkiego.

Zgodzę się z tym, że ‘też bym wolał’ ale nie z tym, że ‘Żurawski jest przystojny’. On jest po prostu ładniejszy od większości polskich piłkarzy.

Frank Ribery zanim stracił piekną twarz uległ wypadkowi.

To mój faworyt. Ribery miał wypadek w wielu lat dwóch (info z Wikipedii). Trudno zatem zakładać - nawet, jeśli był ślicznym pulchniutkim cherubinkiem - że w przyszłości będzie śliczny. Dodatkowo samo zdanie jest świetne, gdyż on najpierw tę piękną twarz stracił (autorka nie wyjaśnia jak - na szczęście), a potem, gdyby mu coś z tej pięknej twarzy zostało, uległ wypadkowi. Miał chłop pecha.

Na ME 2008 grał tak ofiarnie, że musieli go znosić z boiska z ciężką kontuzją. Wartością bezcenną w karierze każdego piłkarza nie jest to ile żelu wciera we włosy zanim pojawi się na murawie, a to ile serca wkłada w każdy ruch na boisku. Banalne wnioski, ale jakże często przynajmniej niektórzy o tym zapominają. Dlatego uważam, że warto było to napisać. Dla przypomnienia i zapamiętania. Na zawsze!

Zgodzę się z myślą powyższą, a nawet z tym, że warto było to napisać. Było! Nie miałem pomysłu na notkę i musiałbym znów napisać jaki jestem śliczny i nieprzeciętny, więc jestem bardzo wdzięczny za dostarczenie mi materiału na kolejny wpis.
Życzę zdrowia i zwycięskich zmagań z gramatyką.

Brak komentarzy: