To było wieki temu, tzn. w sierpniu 2003 roku. Byłem już częściowo wyautowany. Szliśmy z Owcą z Marszałkowskiej przez Chmielną na Nowy Świat. Zaraz za skrzyżowaniem Bracka/Chmielna (po przeciwnej stronie niż Traffic) stało dwóch chłopaków i zbierało na “piwo”, albo sprzedawało róże (teraz już nie pamiętam).
Idziemy, jakoś tak pustawo było i jeden z chłopców wziął nas na cel. Podchodzi z beretem/różą w ręku i rzuca standardowy tekst ulicznika. My na to, że sorry, może innym razem. Chlopak, nie rezygnując, tym razem zwraca się już bezpośrednio do mnie: No weź, z dziewczyną idziesz. Ja rozkładam ręce i z urażonym uśmiechem na twarzy rzucam: Ale ja jestem gejem! Chłopiec zdębiał. Jego kolega widząc niewyraźną minę swego wspólnika w interesach rusza z odsieczą. Tamten stoi jak zamurowany, więc kolega pyta: Co się stało?! Co ci powiedział?! Za plecami słyszę niewyraźną odpowiedź: Po-wie-dzial-ze-jest-ge-jem…. No przecież nie sową. Hu! Hu!
A obrazek - bez związku. Po prosu ładny, a zwierzątko wie, co dobre.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz